Łączna liczba wyświetleń

21.12.2014

Roma locuta...

"Rzym przemówił, sprawa skończona!"

Powyższa łacińska sentencja oznacza, że każda kwestia doktrynalna, stanowiąca podstawę sporów, kontrowersji czy wątpliwości, była zawsze ostatecznie i nieodwołalnie rozstrzygana przez Stolicę Apostolską.

Papieże wielokrotnie, jednoznacznie i wyraźnie wypowiadali się na temat błędów, zrodzonych z protestantyzmu i nowożytnego wolnomyślicielstwa, które przenikały do katolickiej religii, zwłaszcza po tzw. Wielkiej Rewolucji Francuskiej, w tym tych, dotyczących Kościoła, jego tożsamości, liturgii, roli we współczesnym świecie. Stolica Apostolska, stojąc na straży Depozytu, otrzymanego od Pana naszego Jezusa Chrystusa, z myślą o zbawieniu dusz powierzonej sobie trzody, z powagą i stanowczością potępiała te błędy, wśród których odnajdujemy m. in. fałszywy ekumenizm, wolność religijną, postulat powrotu do starożytności w liturgii, kolegialność w sprawowaniu urzędu papieskiego i wiele, wiele innych.


Stolica Święta demaskowała również wszystkich tych duchownych różnych szczebli, którzy pod pozorem realizowania misji naukowej czy duszpasterskiej, uporczywie, mimo napomnień najwyższego Pasterza, nadal promowali owe zgubne nauki, określając ich bez ogródek, jako wilki w owczej skórze i zalecając wiernym, aby nie szli za ich głosem, gdyż nie jest on tożsamy z głosem naszego Pana, Jezusa Chrystusa.


Pan Bóg jednakże, w swoich nieprzeniknionych zamysłach, dopuścił, że ponad 200-letnie knowania wrogów  Kościoła ostatecznie zostały uwieńczone sukcesem i wszystkie te błędne nauki, poprzednio tak kategorycznie i wielokrotnie potępione przez Urząd Nauczycielski Kościoła, znalazły się w dokumentach tzw. Soboru Watykańskiego II, a następnie zostały narzucone wiernym, jako nauczanie obowiązujące w sumieniu. W wyniku tego zdarzenia cały ww. wysiłek Stolicy Apostolskiej został zakwestionowany, czego gorzkie owoce w postaci powszechnego upadku wiary i moralności wśród nominalnych katolików obecnie obserwujemy.

Znamienne jest przy tym, iż owe dokumenty i zainicjowane ich treścią zmiany zostały w całości przygotowane, a następnie autoryzowane przez tych, co wobec świata uchodzą za katolickich hierarchów, a którzy przed soborem mieli, delikatnie mówiąc, problemy z dotrzymywaniem przysięgi antymodernistycznej. Nie wahajmy się wskazać ich z nazwiska: Roncalli (Jan XXIII), Montini (Paweł VI), w sojuszu z takimi hierarchami, jak Frings, Alfring, Dopfner, Suenens, Lercaro i przy wsparciu takich "periti" (ekspertów teologicznych), jak de Lubac, Danielou, Congar, Küng, Rahner, Ratzinger (inspirowany myślą von Baltasara), Schilebeckx, Chenu czy Wojtyła.

Niniejszy wybór dokumentów papieskich stanowi na to niezbity dowód. Unaocznia on, że ów przeklęty pseudo sobór to największa katastrofa w dziejach Kościoła i świata, jego autorzy to właśnie owe wilki w owczych skórach, przed którymi przestrzegał nas nasz Pan, Jezus Chrystus i jego prawowici zastępcy, rzymscy papieże oraz że jedynie całkowite odrzucenie tego dzieła, wraz ze wszystkimi przyniesionymi przezeń zmianami, jest właściwym sposobem na zachowanie i przekazanie następnym pokoleniom naszej świętej religii takiej, jaką ją chciał mieć nasz Najświętszy Odkupiciel.


Módlmy się do Najświętszej Maryi Panny, Pośredniczki wszelkich łask i Współodkupcielki rodzaju ludzkiego, aby wyjednała nam dar nadprzyrodzonej cnoty wiary, niemal doszczętnie zabitej w milionach katolickich dusz, abyśmy potrafili zawsze odróżniać zbawczą prawdę Ewangelii naszego Pana Jezusa Chrystusa od przewrotnych kłamstw sług tego świata i ich prawdziwego pana, ojca wszelkiego kłamstwa oraz abyśmy wytrwali aż do końca na owej wąskiej ścieżce katolickiej prawdy, która jako jedyna wiedzie do wiecznego zbawienia.


Króluj nam, Chryste, zawsze i wszędzie!
Redakcja


Wielki Czwartek, 28.03.2013 AD

23.02.2014

Pius XII - Konstytucja Apostolska Christus Dominus


w sprawie Postu Eucharystycznego. Nowe normy Stolicy Apostolskiej w sprawie postu eucharystycznego.

PIUS BISKUP
Sługa Sług Bożych
na wieczną rzeczy pamiątkę

Chrystus Pan, "tej nocy, w której był wydany" (1 Kor. 11, 23), gdy po raz ostatni spełniał obrzęd Paschy wedle Starego Zakonu, (cfr. Łuk. 22, 20), podał chleb uczniom swoim, mówiąc: "To jest ciało moje, które za was będzie wydane" (1 Kor. 11, 24); także i kielich im podał, mówiąc: "To jest krew moja Nowego Testamentu, która za wielu będzie wylana" (Mat. 26, 28). "To czyńcie na moją pamiątkę" (cfr. I Kor. 11, 24-25). Z tych słów Pisma Świętego wyraźnie widać, że Boski Zbawiciel na miejsce tej ostatniej Paschy, w której wedle obrządków hebrajskich był spożywany baranek, ustanowił nową Paschę, mającą trwać aż do skończenia wieków, to jest pożywanie Baranka niepokalanego, który miał się ofiarować za życie świata. W ten sposób "Nowa Pascha Nowego Prawa zakończyła starą, Paschę, a prawda usunęła to, co tylko cieniem było" (Hymn Lauda Sion, Missale Romanum).

Skoro połączenie tych obrzędowych wieczerzy miało zaznaczyć przejście ze starej Paschy do nowej, to łatwo teraz zrozumiemy, dlaczego Kościół, gdy z nakazu Boskiego Zbawiciela odnawia Ofiarę Eucharystyczną ku Jego pamięci, mógł odstąpić od obrzędów starodawnej agape i wprowadził zwyczaj postu Eucharystycznego.

Albowiem już od najdawniejszych czasów był w Kościele zwyczaj udzielania Eucharystii tym, którzy zachowali post (cfr. Ben. XIV, De Synod. Dioec. L, 6, c. 8, n. 10). Pod koniec wieku czwartego na różnych soborach wydawano nakazy zachowania postu tym, którzy mieli składać Ofiarę Eucharystyczna. I tak w r. 393 Synod w Hipponie postanowił: "Sakrament Ołtarza ma być sprawowany tylko przez tych, którzy zachowali post" (Conc. Hipp., can. 28: Mansi, III, 923), Nakaz ten wkrótce, bo w r. 397, tymi samymi niemal słowami wyrażono na Sob. w Kartaginie (Conc. Cart. cap. I Mansi, III. 885). W początkach wieku piątego zwyczaj zachowania, postu Eucharystycznego staje się już prawie powszechnym i może być nazwany "zwyczajem od czasów niepamiętnych". Dlatego też św. Augustyn głosi: "Eucharystię świętą przyjmuje się zawsze na czczo i taki zwyczaj zachowany jest na całym świecie" (cfr. S. Aug. Ep. 54 ad Jan., cap. 6; Migne PL 33, 203).

Taki sposób postępowania opierał się niewątpliwie na bardzo ważnych powodach i przyczynach. Wspomnieć tu najpierw trzeba tę przyczynę, o której z takim żalem pisze Apostoł Narodów, gdy wspomina braterskie agapy pierwszych chrześcijan (cfr. 1 Kor. 11, 21). Dalej: Powinniśmy się powstrzymać od jedzenia i picia dla okazania naszej najgrubszej czci dla majestatu Jezusa Chrystusa w chwili, gdy Go przyjmujemy pod zasłona Eucharystyczną. Gdy pożywamy Najdroższe Ciało i Krew Jego wpierw nim przyjmiemy jakiś inny pokarm, okazujemy przez to dobitnie, że Eucharystia to nasz pierwszy i najważniejszy pokarm, pokarm ożywiający duszo naszą i pomnażający w nas świętość. Słusznie wiec św. Augustyn głosi: "Podobało się Duchowi Świętemu, by na wyrażenie czci dla tak wzniosłego Sakramentu najpierw do ust chrześcijan wchodziło Ciało Pańskie, wpierw przed innym pokarmem" (S. Aug. 1. c.).

Post Eucharystyczny służy nie tylko do okazania należnej czci Boskiemu Zbawicielowi, ale przyczynia się także do rozwoju pobożności, może powiększyć także owoce świętości, do których zdobywania przy pomocy łaski Bożej nas tak bardzo zachęca sam Chrystus, źródło świętości i jej twórca.

Każdy zresztą wie o tym z doświadczenia, że na podstawie samych praw natury umysł staje się bardziej ruchliwy, gdy ciało nie jest obciążone pokarmem. Wtedy umysł z większą siłą poświęca się rozważaniu tego wzniosłego i wielkiego misterium, które dzieje się w naszym duchu, jakby w świątyni i które w nas powiększa boża miłość.

Jak bardzo Kościół troszczył się o zachowanie postu Eucharystycznego, można i stąd poznać, że nakazywał zachowanie tego postu i groził ciężkimi karami tym, którzy to prawo przekraczali. Sobór w Toledo VII w r. 646 groził ekskomuniką tym, którzy by sprawowali Ofiarę świętą nie na czczo (Conc. Tol. VII, csp. 2: Mansi 10, 768). Sobór w Braga w r. 572 (Conc. Brac. III: can. 10: Mansi 9, 952) oraz sobór w Macon (Conc. Mat. II. can. 6: Mansi 9, 952) postanawiały, że kto będzie winien przekroczenia tego postu, ten ma być pozbawiony urzędu i godności.

Jednak z biegiem lat wypadało starannie rozważyć i to, że w pewnych wyjątkowych okolicznościach prawo nakazujące ten post należało nieco rozluźnić w stosunku do pewnych wiernych. Sobór w Konstancy w r. 1415 zatwierdza to prawo ponownie, ale dodaje już pewne ulgi: "Powaga świętych kanonów, chwalebne i uznane zwyczaje Kościoła ustanowiły i zachowują prawo, które nakazuje, że tak wielki Sakrament nie może być sprawowany po jedzeniu, przyjmowany przez wiernych nie na czczo, chyba tylko na wypadek choroby albo dla innej konieczności uznanej przez prawo lub przez Kościół" (Conc. Const. Sess XIII: Mansi 27, 727).

Uważaliśmy, że to wszystko trzeba tu było przypomnieć dla ważnej przyczyny, a mianowicie, by wszyscy dobrze zrozumieli, że chociaż nowe czasy i zmienione warunki życia skłaniają Nas do udzielenia licznych dyspens i ulg w sprawie postu, to jednak przez tę Naszą Konstytucję Apostolską chcemy na nowo potwierdzić wielką wagę tego prawa i tego zwyczaju postu Eucharystycznego. Wzywamy też tych wszystkich, którzy mogą to prawo zachowywać, aby je dalej zachowywali z całą pilnością i aby tylko ci, którzy są zmuszeni jakimiś poważnymi koniecznościami, korzystali z ulg zależnie od konieczności.

Niech nam będzie wolno tu bodaj w kilku słowach wyznać, że napełnieni jesteśmy głęboką radością, gdy widzimy, jak każdego niemal dnia rośnie cześć i kult dla Najśw. Sakramentu Ołtarza nie tylko w duszach chrześcijan, ale także w objawach zewnętrznego splendoru tego Boskiego kultu, czemu wspaniały dają wyraz częste publiczne manifestacje wśród różnych narodów. Do tego wzmożenia się kultu Eucharystycznego przyczyniły się niewątpliwie troskliwe starania Najwyższych-Pasterzy, a szczególniej starania Bł. Piusa X. To Pius X wezwał wiernych do odnowienia zwyczajów pierwszych chrześcijan, do tego, by jak najczęściej, możliwie nawet codziennie, pożywali Chleb Anielski (S. Congr. Conc. - Decretum Sacra Trid. Syn. - 20 XII 1905 - A A S 58, 400). Pius X zaprosił także i dzieci do tej niebiańskiej uczty i mądrze postanowił, że nakaż dorocznej Spowiedzi świętej i Komunii Świętej dotyczy wszystkich, którzy doszli do używania rozumu (S. Congr. de Sacram., Decr. Quam singulari - 8. 8. 1905, AAS 2, 577), które to zarządzenie weszło następnie do Kodeksu Prawa Kanonicznego (can. 863, cfr. can. 854 § 5). Na to wezwanie Najwyższych Pasterzy wierni odpowiedzieli z entuzjastyczna gotowością i coraz liczniej brali i biorą udział w Uczcie Eucharystycznej. Chrystus Pan pragnie bowiem, aby głód tego niebiańskiego Chleba i pragnienie tej Boskiej Krwi rozbudziły się u wszystkich ludzi różnego wieku i różnego rodzaju.

Trzeba tu wreszcie podkreślić, że nowe czasy i szczególniejsze warunki obecne wprowadziły w życie i działalność ludzi tyle różnych nowych zmian, oraz wiele różnych nowych trudności, które mogą chrześcijanom przeszkodzić w uczestnictwie w Boskich Misteriach, albo utrudnić to uczestnictwo, gdyby chrześcijanie musieli, tak jak dotąd, zachowywać prawo postu Eucharystycznego.

Przede wszystkim wiemy dobrze, że w stosunku do coraz rosnących potrzeb i wymagań wiernych liczba kleru jest niewystarczająca. Kapłani, zwłaszcza w dni świąteczne, muszą wykonać wiele ciężkich prac, składać Ofiarę Eucharystyczna w późnych godzinach, celebrować dwa i trzy razy, odbywać dalekie podróże, by znaczne skupienia wiernych nie były pozbawione nabożeństwa. Te wyczerpujące nerwy i siły prace apostolskie osłabiają znacznie zdrowie kapłanów, tym więcej, że oprócz celebrowania Mszy św., trzeba głosić kazania, słuchać spowiedzi, prowadzić katechezy, a także spełniać coraz lepiej inne prace.

Myśl nasza ulatuje ku tym, którzy zdała od swej ojczyzny pracują w dalekich krajach i tak wielkodusznie spełniają wezwania Boskiego Mistrza: "Idąc tedy, nauczajcie wszystkie narody" (Mat. 28, 19). Mówimy o tych, którzy tam głoszą, Ewangelią wśród najtrudniejszych warunków, wśród wielu prac i ciężkich wędrówek, którzy starają się ofiarnie, heroicznie o to, by światło religii chrześcijańskiej zajaśniało wszystkim, dotarło gdzie się tylko da, by te młode społeczności chrześcijańskie mogły karmić się Chlebem Anielskim, który wzmacnia cnoty i rozgrzewa pobożność.
Prawie w takich samych warunkach znajdują się inni wierni w okolicach niedawno zdobytych przez misjonarzy katolickich oraz w wielu innych miejscach, gdzie nie mają swego kapłana, ale nieraz muszą do późnej godziny czekać na przybycie innego kapłana, by mogli brać udział w Ofierze Eucharystycznej i pożywić się Boskim Pokarmem.

Na skutek wielkiego rozwoju przemysłu i użycia maszyn do wytwórczości robotnicy w fabrykach, w służbie transportu lądowego i morskiego, muszą pracować na zmiany, dniem i nocą. Osłabione ich i wyczerpane pracą siły wymagają spożycia posiłków dla pokrzepienia się, a zachowanie postu Eucharystycznego wedle norm dotychczasowych utrudniłoby im przyjmowanie Eucharystii. Zdarza się często, ze także matki nie mogą przychodzić do kościoła, gdyż wpierw muszą wykonać liczne prace domowe. Podobnie jest i z młodzieżą szkolna, z tymi zwłaszcza z pośród niej, którzy by chcieli spełnić wezwanie Chrystusa: "Pozwólcie dziatkom przyjść do Mnie" (Mk. 10, 14). Oni ufają, że ten, "który pasie się wśród lilii" (Cant. 2, 16) może zachować czystość ich dusz i obyczajów wśród pokus i zasadzek, czyhających na młody wiek. Młodzi mają jednak wielkie trudności, gdyby chcieli przed nauką rano wstępować do kościoła, przyjmować Chleb Anielski, potem wracać do domu, by spożyć posiłek i zaraz wracać do szkoły.

Zwróćmy też uwagę i na to, że dzisiaj wielotysięczne rzesze pracujących w godzinach popołudniowych przenoszą się z miejsca na miejsce, nieraz z dosyć daleka, by uczestniczyć w obrzędach religijnych lub brać udział w zebraniach społecznych. Gdybyśmy tym ludziom dali sposobność uczestniczenia w Ofierze Eucharystycznej, będącej źródłem życiodajnej łaski i rozpalającej wolę do dążenia na szczyty cnoty, to ci wierni mogliby stąd zaczerpnąć wiele sił, które by ich skłoniły do myślenia i działania po chrześcijańsku a także do wykonywania legalnych praw i ustaw.

Do tych uwag szczegółowych dodajmy wskazania ogólne. Chociaż w naszych czasach nauki lekarskie i higiena poczyniły wielkie postępy, przyczyniły się znacznie do zmniejszenia umieralności, zwłaszcza wśród młodzieży i dzieci, to niemniej faktem jest, że współczesne warunki życia i trudności wynikające z minionych wojen są jeszcze tego rodzaju, że konstytucja fizyczna i zdrowie cielesne wielu ludzi są bardzo nadwerężone i mocno osłabione.

Z tych oto różnych przyczyn, a także dla pomnożenia i rozwoju pobożności Eucharystycznej, liczni biskupi z różnych narodowości zwracali się do Nas, byśmy przyznali pewne ulgi w zachowaniu postu Eucharystycznego. Zresztą Stolica Apostolska już udzielała znacznych ulg i dyspens tak kapłanom jak i wiernym. Wspomnimy tu dekret Post Editum św. Kongregacji Soboru z dnia 7 XII 1906 r. udzielony dla chorych (AAS 39, p. 603), List z dnia 22. V. 1923 do Ordynariuszów w sprawie kapłanów (św. Kongr. Soboru, AAS 15, 151).

W ostatnich latach listy Biskupów w tych sprawach stały się częstsze i natarczywsze i w odpowiedzi na nie udzielano coraz szerszych dyspens, zwłaszcza w czasach wojennych. Wszystko wskazuje na istnienie nowych, poważnych, stałych i dosyć powszechnych przyczyn, wskutek których zachowanie postu Eucharystycznego dzisiaj tak dla kapłanów jak i dla wiernych stawało się coraz trudniejsze.
Dla zapobieżenia więc tym wszystkim niedogodnościom oraz dla usunięcia różnorodności dyspens, by nie było zamieszania w ich stosowaniu, uważaliśmy za konieczne ustalić tak sprawy postu Eucharystycznego, dyspens i ulg, by wszyscy wierni mieli możność zachować to prawo w sposób możliwie szeroki potraktowany i dostosowany do szczególniejszych warunków czasów, miejsc i osób. Ufamy, że przez to Nasze zarządzenie przyczynimy się wiele do wzrostu kultu Eucharystycznego, że tak łatwiej będziemy mogli wielu poruszyć i pobudzić do uczestniczenia w Uczcie Eucharystycznej, a przez to wzrośnie niewątpliwie chwała Boża i świętość Ciała Mistycznego Chrystusa.

Powagą Naszą Apostolską postanawiamy, więc i dekretujemy, co następuje:

Norma I
Prawo, nakazujące zachowanie postu Eucharystycznego od północy, nadal obowiązuje wszystkich, którzy nie znajdują się w warunkach wyjątkowych, przedstawionych w Naszym obecnym Liście Apostolskim. Na przyszłość jednak dla wszystkich zasadą ogólną i powszechną tak dla kapłanów, jak i dla wiernych będzie to, że woda zwykła, naturalna, nie przerywa postu Eucharystycznego.

Norma II
Chorzy, także nie leżący, mogą na podstawie roztropnej rady spowiednika spożyć coś w rodzaju płynu albo lekarstwa z wykluczeniem jednak napojów alkoholowych. Tej samej ulgi udziela się chorym kapłanom, którzy mogą odprawiać Mszę św.

Norma III
Kapłani, którzy maja odprawiać w godzinach późniejszych albo po ciężkiej pracy kapłańskiej, albo po odbyciu dłuższej drogi, mogą przyjąć pokarm płynny (coś w rodzaju napoju), z wykluczeniem napojów alkoholowych. Powinni jednak zachować post przynajmniej na godzinę przed celebrowaniem.

Norma IV
Kapłani, którzy binują albo trynują, mogą spożyć pierwsza i drugą ablucję, ale powinny one być tylko z wody, nie z winem.

Norma V
Również wierni, chociaż nie chorzy, ale którzy z wielka trudnością, np. wskutek wytężającej pracy, wskutek późniejszych godzin, w których mają przyjmować Komunię św., albo z powodu dalekiej drogi do kościoła, nie mogli by zachować postu przed Komunią św., mogą przyjąć, spożyć, coś w rodzaju płynu, z wykluczeniem alkoholu, na podstawie roztropnej rady spowiednika. Powinni jednak wstrzymać się od picia przynajmniej na godzinę przed przyjęciem Komunii św.

Norma VI
Udzielamy Ordynariuszom władzy zezwalania kapłanom na odprawianie Mszy świętej wieczornej, jeśli okoliczności tego wymagają z tym jednak, by Msze św. nie zaczynały się przed godzina czwartą po południu. Msze wieczorne mogą być odprawiane w święta nakazane, w święta nakazane zniesione, w pierwsze piątki miesiąca, także w uroczystości, gdy jest wielki napływ wiernych, oraz raz w tygodniu poza dniami już wymienionymi. Kapłan ma zachować post Eucharystyczny od pokarmów stałych i napojów alkoholowych na trzy godziny przed Mszą świętą, na jedną godzinę od spożycia innych napojów niealkoholowych. Podczas tych Mszy świętych wieczornych wierni, którzy chcą przyjąć Komunię św., mają zachować te same normy, co kapłan, ze zastrzeżeniami z kanonu 857 [nie wolno w tym samym dniu przyjmować drugi raz Komunii świętej, z wyjątkiem kan. 858 § 1 (niebezpieczeństwo-śmierci, konieczność uchronienia SS.mi od zniewagi - dod. tłum.)]. Tym, którzy głoszą Ewangelię na terytoriach misyjnych, zważywszy szczególniejsze tamtejsze trudności, gdyż kapłani muszą odwiedzać odległe od siebie placówki i rzadko w nich bywają, Ordynariusze mogą ulgi co do Mszy św. wieczornych przyznawać na wszystkie dni tygodnia.

Ordynariusze pilnie niech czuwają, by unikano wszelkich takich interpretacji, które by poszerzały udzielone niniejszym ulgi, oraz niech strzegą całą sprawę od wszelkiego rodzaju nadużyć i nieuszanowań.

Udzieliliśmy tych ulg, wymaganych przez osobne trudne warunki osób, miejsc i czasów, ale usilnie pragniemy, by ci, do których to należy, głosili wszędzie i potwierdzali wielkie znaczenie zachowania postu Eucharystycznego, ważność i wagę tego zobowiązania, dobre skutki zachowania tego prawa dla tych, którzy Boskiego Zbawiciela przyjmują pod osłoną Eucharystyczną.

Gdy więc przez dyspensy pomniejszać się będą trudności dla ciała, duch wedle możności powinien dopełniać zasługi albo przez głębszą wewnętrzną pokutę, albo innymi sposobami, wedle tradycyjnych praktyk Kościoła. Kościół, gdy pomniejsza posty, zwykle nakazuje wypełnianie innych dobrych uczynków. Wszyscy więc, którzy z ulg tych korzystać będą, niech tym gorliwsze do nieba zanoszą błagania, niech adorują Boga, dzięki Mu czynią, pokutują za grzechy, o nowe niech błagają pomoce i łaski z nieba.

Wszyscy powinni dobrze to zrozumieć, że Chrystus Pan ustanowił Eucharystię "tamquam passionis suć memoriale perpetuum"jako wieczną pamiątkę Męki swojej - (S. Thom., Opus. 57, Offic. do Festo Cor. Chr., lectio IV - Opera omnia, Romć 1570 vol. 17), Dlatego wszyscy winni pobudzać w sobie głębokie uczucia chrześcijańskiej pokory i chrześcijańskiej pokuty, a to przez rozmyślanie o Męce i śmierci Chrystusa Pana. Temuż Zbawicielowi, który ciągle na ołtarzach za nas się ofiaruje i tak ciągle ponawia dowód największej ku nam miłości, wszyscy niech okażą pomnożone i zwiększone owoce swojej miłości ku bliźnim. Tak wszyscy przyczynią się do coraz lepszego osiągnięcia tej jedności, którą, głosił Apostoł: "Wielu nas jednym jesteśmy chlebem i jednym ciałem, wszyscy, którzy jednego chleba uczestnikami jesteśmy" (1 Kor. 10, 17).

Zawarte w tej Konstytucji Apostolskiej dekrety mają mieć moc trwałą, uznaną, ważna, a wszystkie przeciwne zarządzenia nie mogą się im przeciwstawiać i tracą swoją moc, nawet te, które na szczególniejsza zasługiwałyby wzmiankę. Wszelkie inne przywileje i ulgi, kiedykolwiek przyznane przez Stolice świętą, zostają tym samym zniesione, a wszyscy i wszędzie mają jednolicie zachowywać normy tu ogłoszone. Wszystkie tu podane zarządzenia nabierają mocy prawnej z dniem ogłoszenia w Acta Apostolicć Sedis (AAS).

Dan w Rzymie, u św. Piotra, w roku 1953, dnia 6 stycznia, w uroczystość Objawienia Pana, Pontyfikatu Naszego roku czternastego

PIUS PP. XII

Źródło: Wiadomości Diecezjalne, Stalinogród (Katowice) (1953) 1 - 9.

Pius XII - Encyklika Humani Generis



O błędach przeciwnych Wierze katolickiej

WSTĘP

BŁĘDY DOKTRYNALNE POZA KOŚCIOŁEM ORAZ ICH WPŁYW NA PEWNE KOŁA KATOLICKICH MYŚLICIELI


I. ZAMIESZANIE POJĘĆ POZA KOŚCIOŁEM

Niezgoda panująca wśród rodzaju ludzkiego w religijnej i moralnej dziedzinie oraz poważne w tej mierze odchylenia od prawdy, były zawsze wszystkim zacnym umysłom, osobliwie zaś wiernym i szczerym synom Kościoła, źródłem i powodem wielkiego bólu. Ból ten daje się odczuć zwłaszcza dzisiaj, gdy przychodzi patrzeć na napaści, kierowane zewsząd na same podstawy kultury chrześcijańskiej.

1. Rozum wobec religii w ogóle wziętej
Nie ma w tym nic dziwnego, że taka niezgoda i taki rozbrat z prawdą zawsze miały miejsce poza owczarnią Chrystusową. Jakkolwiek bowiem umysł ludzki o własnych siłach i światłach, zasadniczo może osiągnąć prawdziwe i pewne poznanie, tak jedynego osobowego Boga, który opatrznością swoją nad światem czuwa i nim rządzi, jak i przyrodzonego prawa, które Stwórca na sercach naszych wyraził, skuteczne i owocne wyzyskanie rozumem wrodzonych tych zdolności natrafia w praktyce na liczne przeszkody. Prawdy bowiem dotyczące Boga i stosunku, w jakim człowiek do Boga pozostaje, wznoszą się wysoko ponad porządek rzeczy podpadających pod zmysły i wymagają od człowieka, który chce je w życie wprowadzić i wedle nich życie swoje urządzić, pewnego poświęcenia oraz zaparcia samego siebie. Umysł ludzki bowiem, gdy takie prawdy ma sobie przyswoić, doznaje przeszkód tak ze strony sprzeciwu zmysłów i wyobraźni, jak ze strony złych popędów, z pierworodnego grzechu pochodzących. I skutkiem tego dzieje się, że ludzie w tym zakresie poznania łatwo wmawiają w siebie, że jest fałszem mniej rzeczą nie udowodnioną to, czego nie mają znać za prawdę.
Z tych oto względów należy uznać, że objawienie Boże jest moralnie konieczne, aby nawet te prawdy religijne i moralne, które same przez się nie są rozumowi niedostępne, w obecnym położeniu rodzaju ludzkiego, mogły być poznane przez wszystkich łatwo, z zupełną pewnością i bez błędu.

2. Rozum wobec religii objawionej
Co więcej, umysł ludzki może niekiedy doznawać trudności nawet w uznaniu wiarogodności katolickiej prawdy, mimo że tak liczne i tak dziwne znaki zewnętrzne koło niej rozmnożył Bóg, iż sam przyrodzony rozum może z nich na pewno udowodnić boski początek religii chrześcijańskiej. Człowiek bowiem pod wpływem, już to uprzedzeń, już to popędów i złej woli może się oprzeć i odmówić uznania, nie tylko jawnej oczywistości zewnętrznych znaków, ale i natchnieniom, którymi Bóg do dusz naszych przemawia.

II. FAŁSZYWE TEORIE WSPÓŁCZESNEJ WIEDZY

3. Źródła błędów: Fałszywe uogólnianie ewolucji
Ktokolwiek przypatrzy się uważnie ludziom żyjącym poza owczarnią Chrystusową, łatwo zda sobie sprawę z głównych rozdroży myśli, na które weszło niemało uczonych. Są mianowicie najpierw tacy, którzy system tzw. ewolucji, nawet w dziedzinie nauk przyrodniczych dotąd niezbicie nie udowodniony, nieroztropnie i bez zastrzeżeń stosują do wytłumaczenia początku wszechrzeczy, przyjmując śmiało monistyczne i panteistyczne wymysły o świecie całym, nieustannej ewolucji podległym. Tą właśnie hipotezą posługują się chętnie zwolennicy komunizmu, aby skuteczniej rozszerzać i naprzód wysuwać swój dialektyczny materializm, który wszelką ideę Boga z umysłów całkowicie wyplenia.

4. Egzystencjalizm
Fałszywe poglądy takiego ewolucjonizmu, odrzucającego wszelką absolutną, bezwzględnie stałą i nieodmienną prawdę, utorowały drogę nowej odmianie błędnej filozofii, która, idąc w zawody z idealizmem, immanentyzmem i pragmatyzmem, przybrała miano „egzystencjalizmu”, zaznaczając tym wyrazem, że wcale nie dba o niezmienną rzeczy istotę, a troszczy się tylko o samo poszczególnych rzeczy istnienie.

5. Historycyzm
Kojarzy się ze wspomnianymi błędami rodzaj fałszywego „historycyzmu”, który, zwracając się wyłącznie do badania faktycznych kolei życia ludzkiego, i w dziedzinie filozofii i w dziedzinie dogmatycznych zasad chrześcijańskich podważa same podstawy, tak absolutnej prawdy, jak wszelkiego bezwzględnego prawa.

6. Pewne rodzaje niezupełnych nawróceń
Wśród tak wielkiego zamętu poglądów i mniemań, nie bez pewnej pociechy widzimy, że znajdują się nierzadko umysły, które od zasad „racjonalizmu”, jakim dotąd hołdowały, pragną powrócić do źródeł objawionej przez Boga prawdy, uznając i wyznając, że podstawą świętej wiedzy jest słowo Boże w Piśmie świętym przechowane. Z przykrością jednak spostrzegamy, że wielu z tych ludzi, których tu mamy na myśli, aby zupełniej przylgnąć do słowa Bożego, należnych uprawnień rozumowi odmawia i tym zuchwalej lekceważy Nauczycielski Urząd Kościoła, któremu Bóg powierzył przechowywanie i wykład prawd objawionych, im bardziej usiłuje uwydatnić powagę objawiającego Boga. A tego rodzaju przekonania nie tylko sprzeciwiają się wyraźnej nauce Ksiąg świętych, ale okazują się błędem w świetle samego codziennego doświadczenia. Jakże często bowiem się zdarza, że ludzie żyjący w odszczepieństwie od prawdziwego Kościoła, głośno narzekać muszą na niezgodę, która w przedmiocie dogmatów wiary ich rozdziela, przez co, chociaż wbrew swojej woli, świadczą o potrzebie żywego Nauczycielskiego Urzędu.

III. ZGUBNY WPŁYW TYCH BŁĘDÓW NA PEWNE KATOLICKIE KOŁA

7. Uczonym katolickim nie wolno błędów tych ignorować
Wymienionych zapatrywań, w mniejszym lub większym stopniu zbaczających z prostej drogi, nie wolno filozofom i teologom katolickim ani zapoznawać ani lekceważyć, na nich bowiem ciąży doniosły obowiązek strzeżenia i podawania ludziom i Boskiej i ludzkiej prawdy. Owszem, powinni oni starać się poznać do głębi te błędne mniemania, raz dlatego że nie można skutecznie leczyć chorób, póki ich się nie pozna, po wtóre dlatego że i w fałszywych naukach może tkwić jakieś ziarno prawdy, a wreszcie dlatego że poznanie błędów pobudza zazwyczaj umysły do pilniejszego roztrząśnięcia i zbadania prawd już to filozoficznych, już to teologicznych.

8. Odchylenia od właściwej drogi
Gdyby uczeni katoliccy z ostrożnego badania wspomnianych błędnych nauk ten tylko, dopiero co wspomniany, owoc starali się odnieść, nie byłoby żadnego powodu, żeby Urząd Nauczycielski miał w tej sprawie głos zabierać. Ale, choć dobrze Nam wiadomo, że ogół katolickich uczonych od owych błędów z dala się trzyma, wiemy też, że nie brak takich, co dzisiaj tak, jak za apostolskich czasów, albo ze zbytniego zamiłowania nowości, albo z obawy, żeby nie uchodzić za ignorantów w przedmiocie zdobyczy współczesnej wiedzy, usiłują wyzwolić się spod kierownictwa Nauczycielskiego Urzędu i przez to popadają w niebezpieczeństwo, że mogą nieznacznie i sami od objawionej prawdy odstąpić i innych jeszcze za sobą do błędu pociągnąć.

9. Tendencje fałszywego irenizmu
Co gorsza, inne jeszcze wychodzi na jaw niebezpieczeństwo, tym groźniejsze, że pod pozorem cnoty szuka ukrycia. Jest bowiem wielu takich, co opłakując rozterkę i zamęt umysłów, jakie w łonie rodzaju ludzkiego spostrzegają, pod wpływem nierozważnej gorliwości o dusz zbawienie, uniesieni zapałem, najgoręcej pragną obalić przegrody, rozdzielające wzajem od siebie zacnych i uczciwych ludzi. A oddawszy się raz na usługi takiego „irenizmu”, pomijając zagadnienia, które ludzi dzielą, starają się nie tylko łączyć siły wszystkich do walki z naporem ateizmu, ale i jednoczyć sprzeczności powstałe w dziedzinie dogmatów. I tak, jak byli niegdyś ludzie, co stawiali sobie pytania, czy tradycyjna apologetyka nie stanowi raczej przeszkody niż pomocy do pozyskania Chrystusowi umysłów, dochodzą dzisiaj niektórzy do tego zuchwalstwa, że na serio stawiają zagadnienie, czy teologia i taka jej metoda, jakiej się trzymają, z aprobatą Władz kościelnych katolickie szkoły, nie wymagają, nie już udoskonalenia, ale całkowitej reformy, by mogły skuteczniej szerzyć Królestwo Chrystusowe wśród mieszkańców całej ziemi, bez względu na ich kulturę czy religijne przekonania.
Gdyby ci ludzie do niczego innego nie dążyli, tylko do tego, by naukę kościelną i jej metodę, przez pewne dydaktyczne ulepszenia, lepiej dostosować do dzisiejszych warunków i potrzeb, nie byłoby prawie żadnego powodu do obaw. Niektórzy jednak z nich zapaleni nierozważnym „irenizmem”, zdają się upatrywać przeszkodę do wznowienia braterskiej jedności w tym, co wspiera się na prawach i zasadach przez Chrystusa ustanowionych i na założonych przez Niego instytucjach, albo w tym, co jest podporą i ochroną całokształtu wiary i bez czego, można wprawdzie doprowadzić przeciwieństwa do zgody, ale takiej, którą jednoczyć będzie wspólna ruina.

10. Drogi szerzenia się błędów
Nowe te mniemania, czy pochodzą z niezdrowego zamiłowania nowości, czy z jakiejś chwalebnej intencji, nie zawsze bywają wyrażane w sposób równie skrajny, nie zawsze bywają podawane z jednakową jasnością i tymi samymi słowy i nie zawsze mają za sobą pełną jednomyślność swoich zwolenników. Co bowiem dzisiaj głoszą niektórzy, z dodatkiem rozmaitych zastrzeżeń i rozróżnień, w sposób bardziej ukryty, to jutro śmielsi przedstawiać będą jawnie i bez umiaru, na szkodę duchowną wielu, osobliwie młodszego duchowieństwa i nie bez uszczerbku kościelnej powagi. Jeżeli zaś w książkach zwykło się jeszcze zachowywać pewną ostrożność, występuje się śmielej w pismach komunikowanych prywatną drogą, oraz na wykładach i zebraniach. A poglądy te szerzą się nie tylko wśród świeckiego i zakonnego duchowieństwa oraz po seminariach i naukowych instytucjach kościelnych, ale przenikają i do świeckich, szczególnie tych, co poświęcają się nauczaniu młodzieży.

CZĘŚĆ PIERWSZA


I. NOWE TENDENCJE W TEOLOGII

11. Zacieranie konturów sformułowań dogmatycznych
Co dotyczy teologii, niektórzy jej przedstawiciele do tego dążą, by jak najbardziej rozluźniając ścisłe znaczenie dogmatów, wyzwolić je spod więzów wyrażeń, od wieków w Kościele przyjętych i spod oprawy filozoficznych pojęć, nadanej im przez doktorów katolickich, a powrócić natomiast przy wykładzie nauki objawionej do sposobu mówienia Pisma świętego i Ojców Kościoła. Spodziewają się oni, że po dokonaniu tej odmiany, dogmat oczyszczony od pierwiastków, obcych, jak mówią, Bożemu objawieniu, z pożytkiem da się zestroić z dogmatycznymi poglądami ludzi, od jedności kościelnej odłączonych, by na tej drodze osiągnąć po trochu asymilację wzajemną katolickich dogmatów i innowierczych zapatrywań.
Ufają oni nadto, że po takim obrobieniu nauki katolickiej, otworzy się droga, na której, przy uwzględnieniu dzisiejszych potrzeb, będzie można wyrazić dogmat także za pomocą dzisiejszych filozoficznych pojęć, zapożyczonych, z „immanentyzmu”, z „idealizmu”, czy z „egzystencjalizmu”, lub z innego jakiegoś systemu. Niektórzy, śmielsi nowatorzy twierdzą, że tego rodzaju innowację dlatego także przeprowadzić i można i trzeba, że tajemnice wiary nigdy nie dadzą się wyrazić pojęciami całkowicie prawdziwymi, tylko w jakimś jak powiadają, „przybliżeniu”, którego właściwością jest, że pojęcia, jakimi ono się posługuje, pozostają zawsze zmienne, bo, choć w pewien sposób wyrażają prawdę, z innej strony są nieuniknionym jej zniekształceniem. Stąd też nie mają tego za niedorzeczność ale za rzeczywistą potrzebę, żeby teologia według tych różnych systemów filozoficznych, jakie w ciągu wieków za narzędzia swoje obiera, dawne pojęcia zastępowała nowymi, tak żeby w te różne, niekiedy wprost przeciwne sobie, ale równie skuteczne sposoby, te same Boże prawdy przyoblekała w ludzkie formy i kształty. Dodają wreszcie, że historia dogmatów właśnie na tym polega, żeby wykazywać, jakie kolejne formy przybierały objawione prawdy wedle tych przeróżnych nauk i mniemań, z którymi w ciągu wieków przychodziło im się zetknąć.

12. Relatywizm dogmatyczny
Z tego cośmy powiedzieli, jest rzeczą zupełnie jasną, że wymienione tu dążności nie tylko do tzw. „relatywizmu” dogmatycznego prowadzą, ale go już rzeczywiście zawierają, jak na to wyraźnie wskazuje wzgarda dla tradycyjnej nauki i dla sposobów mówienia, jakimi ona myśli swoje wyraża. Nikomu nie tajno, że te wyrażenia, tak w szkołach kościelnych, jak i przez Urząd Nauczycielski używane, mogą podlegać udoskonaleniu i usprawnieniu, oraz że Kościół nie zawsze używał tych samych i od razu sprecyzowanych słów. Z drugiej strony wszakże jest rzeczą oczywistą, że Kościół nie może się wiązać z pierwszym lepszym, efemeryczne istnienie mającym, filozoficznym systemem i że istotnie to, co przez szereg wieków zgodnym wysiłkiem, dla pewnego uprzystępnienia dogmatu, zbudowali doktorowie katoliccy, nie opiera się na tak kruchych podstawach. Dźwiga się bowiem ten gmach katolickiej wiedzy na zasadach i pojęciach zdobytych przez prawdziwe poznanie rzeczy stworzonych, a nadto przy całej tej pracy tworzenia jednolitego systemu myśli, jak gwiazda przyświecała przez Kościół umysłom ludzkim prawda objawiona przez Boga. Nic więc dziwnego, że niektóre z tych pojęć filozoficznych, nie tylko użyte, ale sankcjonowane zostały przez powszechne sobory, tak że odstępować od nich żadną miarą się nie godzi.

13. Ryzyko zniweczenia dogmatu i teologii
Jest to więc największa nierozwaga lekceważyć, odrzucać czy też od właściwej wartości odsądzać to, co pracą kilku wieków, przez ludzi niepospolicie zdolnych i świętych, pod czujnym okiem Nauczycielskiego Urzędu i nie bez światła i kierownictwa Ducha Świętego, przemyślane, wyrażone i starannie obrobione zostało dla coraz dokładniejszego oddania treści prawd wiary - aby w miejsce tego wstawiać dorywczo chwycone pojęcia, jakieś zmienne, nieokreślone wypowiedzi nowej filozofii, które jak kwiat polny dziś żyją a jutro opadną. Takim sposobem nie tylko teologia, ale sam dogmat staje się trzciną, którą wiatr porusza. Pogarda zaś dla słów i pojęć, jakimi posługiwać się zwykli teologowie Szkoły, z natury rzeczy prowadzi do ruiny teologii tzw. spekulatywnej, której, ponieważ opiera się na teologicznych rozumowaniach, odmawiają charakteru istotnej pewności.

II. ZAPOZNANIE WŁAŚCIWEJ ROLI NAUCZYCIELSKIEGO URZĘDU KOŚCIOŁA

14. Fałszywe pojęcia o zależności w rzeczach wiary
Zwolennicy nowości łatwo niestety od wzgardy teologii scholastycznej posuwają się do lekceważenia albo i do uczuć pogardy dla tego kościelnego Nauczycielstwa, które ową teologię powagą swoją tak stanowczo podtrzymuje. Ten Urząd Nauczycielski lubią oni przedstawiać jako hamulec postępu i zaporę na drodze wiedzy, zbliżając się w tej mierze do tych akatolików, którzy na doktrynalną zależność patrzą już jako na krzywdzące wędzidło, powściągające wybitniejszych teologów od dzieła odnowy nauki religijnej. A chociażby święty ten Urząd Nauczycielski w dziedzinie wiary i obyczajów, dla wszystkich teologów powinien być najbliższą i powszechną regułą prawdy - jemu bowiem powierzył Chrystus cały depozyt wiary, tj. Pismo święte i Bożą tradycję, by tego depozytu strzegł, by go bronił i w miarę potrzeby wykładał to jednak niekiedy tak zapoznany bywa, jak gdyby w ogóle nie istniał ciążący na wszystkich wiernych obowiązek unikania i tych także błędów, które mniej lub więcej pod herezję podchodzą, i konsekwentnie zachowywania konstytucji i dekretów, którymi Stolica święta mniemania te piętnuje i trzymać się ich zabrania. To co encykliki papieskie wykładają o naturze i ustroju Kościoła, przez niektórych ludzi bywa z umysłu pomijane, a to w tym celu, żeby mogła się utrwalić pewna mglista i nieokreślona idea Kościoła, zaczerpnięta, jak mówią, z dawnych Ojców, przede wszystkim greckich. Trzymają się oni bowiem takiego zdania, że Papieże nie zwykli rozstrzygać zagadnień, które wśród teologów są przedmiotem dyskusji, i że dlatego zwracać się trzeba do najstarszych źródeł, by po ich myśli wykładać świeże konstytucje i dekrety Nauczycielskiego Urzędu. Być może, że takie zasady wyglądają uczenie, kryją jednak w sobie coś podstępnego. Jakkolwiek bowiem jest prawdą, że Papieże na ogół pozostawiają teologom swobodę co do kwestii dyskutowanych wśród wybitniejszych doktorów, sama historia wskazuje, że wiele rzeczy, o których wolno było niegdyś swobodnie rozprawiać, z biegiem czasu przeszło do tej kategorii prawd, która żadnej już różnicy zdań nie dopuszcza.

15. Powaga doktrynalna encyklik papieskich
Nie trzeba też sądzić, że pouczenia w encyklikach zawarte nie wymagają same przez się wewnętrznego poddania dlatego tylko, że papieże nie występują co do nich z najwyższą nauczycielską powagą. Albowiem i te rzeczy są przedmiotem tego zwyczajnego Nauczycielstwa, do którego także odnoszą się słowa: „Kto was słucha, mnie słucha”, a nadto, co w encyklikach wykłada się i z naciskiem podkreśla, to zazwyczaj już skądinąd do nauki katolickiej należy. Jeżeli zaś najwyżsi Pasterze w dokumentach swoich o jakiejś kwestii, dotychczas dyskutowanej, dają rozstrzygające wyjaśnienie, dla wszystkich staje się jasnym, że w myśl i wedle woli papieży, nie wolno już uważać tej kwestii za rzecz podlegającą swobodnej dyskusji teologów.

16. Właściwy sposób badania źródeł
Jest i to prawdą, że teologowie powinni zawsze sięgać do źródeł Bożego objawienia, do nich bowiem należy wykazywać, w jaki sposób, czy to formalnie i jasno, czy pod osłoną innych wypowiedzi lub faktów, znajduje się w Piśmie świętym lub w Boskiej tradycji to, co żywy Urząd Nauczycielski do wierzenia podaje. A nadto, w obu tych źródłach nauki objawionej kryją się tak przebogate skarby prawdy, że wyczerpać ich do dna nikt nie zdoła. Dzięki temu, zwrot do źródeł, nauki święte zawsze odmładza, podczas gdy przeciwnie czysta spekulacja, jeśli przestaje wgłębiać się w depozyt wiary, popada, jak doświadczenie poucza, w starczą bezpłodność. Stąd wynika, że i tzw. pozytywna teologia nie może być zaliczana do rzędu nauk czysto historycznych. Dając bowiem Kościołowi swojemu święte źródła wiary, dał mu Bóg zarazem żywy Urząd Nauczycielski, który to, co w depozycie zawiera się mniej jasno i jakby w zawiązku, ma dokładniej wyjaśnić i rozwijać. Prawa więc autentycznej i miarodajnej interpretacji depozytu wiary nie udzielił Boski Zbawiciel ani poszczególnym wiernym ani samym nawet teologom, tylko Urzędowi kościelnego Nauczycielstwa. Skoro zaś Kościół, jak to przez wieki nieraz miewało miejsce, ową funkcję wyjaśniania depozytu, już to drogą zwyczajnego nauczania, już to z osobliwą uroczystością sprawuje, najoczywiściej fałszywą jest metoda, która rzeczy jasne usiłuje przez rzeczy niejasne tłumaczyć. Wszyscy więc powinni trzymać się w tej sprawie odwrotnego porządku, tzn. to, co ciemne, przez to, co jasne oświetlać. Dlatego to poprzednik Nasz, błog. pamięci Pius IX, gdy stwierdził, że na tym polega najszczytniejsze zadanie teologii, by wskazywała, jak zawiera się w źródłach nauka, którą Kościół do wierzenia podaje, nie bez ważnego powodu dodał, że należy w depozycie wiary odszukać tę naukę „w tym samym sensie, w jakim Kościół ją określił”.

III. BŁĘDY W WYKŁADZIE PISMA ŚWIĘTEGO

17. Niewłaściwe pojmowanie bezbłędności ksiąg świętych
Wracając do tych nowych mniemań, o jakich mówiliśmy poprzednio, zauważyć musimy, że u pewnych autorów z wielu poglądami spotkać się można, które niestety udzielają się i innym umysłom, a Boskiej powadze Pisma świętego przynoszą uszczerbek. Są bowiem tacy, co przekręcając zuchwale definicję Watykańskiego Soboru o Bogu, jako właściwym autorze ksiąg świętych, wznawiają zdanie, kilkakrotnie już potępione, jakoby Pismo święte w tym tylko nie mogło zawierać błędu, co wypowiada o Bogu albo o rzeczach, moralności i religii dotyczących. Co więcej, całkiem opacznie mówią o jakimś ludzkim sensie ksiąg świętych, pod którym miałby być ukryty, jako wyłączny podmiot bezbłędności, inny sens, Boży. W wykładzie Pisma świętego nie widzą żadnej potrzeby liczenia się z analogią wiary i tradycją kościelną. Uważają więc, że nie Pismo święte powinno być wykładane w myśl Kościoła, ustanowionego przez Chrystusa stróżem i tłumaczem całego depozytu objawionej przez Boga prawdy, ale że odwrotnie, tak naukę Ojców, jak Nauczycielskiego Urzędu, roztrząsać i oceniać należy wedle tego znaczenia Pisma, jakie egzegeci samym światłem przyrodzonego rozumu w nim odkryją.

18. Fałszywe metody egzegetyczne
Nie poprzestając na tym, uważają ci twórcy nowych a bezpodstawnych teorii, że literalny sens i wykład Pisma świętego tak starannie, pod czujnym okiem Kościoła, opracowany przez bardzo wielu wybitnych egzegetów, powinien ustąpić miejsca nowej egzegezie, której dają miano symbolicznego i duchownego tłumaczenia. Przez taką egzegezę mają nadzieję to osiągnąć, że Pismo święte starego testamentu, które rzekomo po dziś dzień jest w Kościele źródłem zamkniętym i skarbem ukrytym, nareszcie dla wszystkich się otworzy. Zaręczają oni przy tym, że pod takim tłumaczeniem rozwieją się wszystkie te trudności, które zwolennikom literalnego sensu Pisma tyle sprawiają kłopotu.
Nikomu chyba nie tajno, Jak dalece to wszystko sprzeciwia się zasadom i normom hermeneutyki, dokładnie określonym przez Poprzedników naszych, śp. Leona XIII w encyklice Providentissimus Deus, przez Benedykta XV w encyklice Spiritus Paraclitus, a wreszcie przez Nas samych w encyklice Divino afflante Spiritu[1].

IV. POSZCZEGÓLNE BŁĘDY TEOLOGICZNE

19. Odnośnie do poznania Boga i stworzenia świata
Nie można dziwić się temu, że takie, jakie powyżej wskazaliśmy, nowości we wszystkich prawie działach teologii wydały już swoje zatrute owoce. Podaje się w wątpliwość czy rozum ludzki, bez pomocy Bożego objawienia i łaski, przez dowody z rzeczy stworzonych zaczerpnięte, może ściśle wykazać istnienie osobowego Boga. Nie uznaje się faktu, że świat miał początek, twierdzi się, że stworzenie świata, będąc wypływem najhojniejszej miłości Bożej, tak samo było konieczne, jak koniecznością była ta miłość, od natury Bożej nieodłączna. Odmawia się również Bogu odwiecznego i nieomylnego przewidzenia czynów ludzkich, od wyboru wolnej ich woli zależnych. A to wszystko sprzeciwia się orzeczeniom Soboru Watykańskiego.

20. Odnośnie do innych rzeczywistości nadprzyrodzonego świata
Są tacy, co stawiają sobie pytania, czy Aniołowie są stworzeniami posiadającymi własną osobowość, oraz czy materia jest czymś, z istoty swojej różnym od ducha. Inni podważają prawdę głoszącą, że porządek nadprzyrodzony, nie z konieczności, lecz z łaski dany nam został. Sądzą bowiem, że Bóg nie może stworzyć rozumnych istot, których by nie przeznaczył i nie powołał do uszczęśliwiającego widzenia w niebie. I nie dość na tym. Nie licząc się bowiem z orzeczeniami Soboru Trydenckiego, burzą właściwe pojęcie pierworodnego a zarazem i w ogóle wziętego grzechu, jako obrazy Bożej, zniekształcając przy tym ideę Chrystusowego za nas zadośćuczynienia. Nie brak wreszcie takich, co dowodzą, że nauka o przeistoczeniu, jako oparta na przestarzałym filozoficznym pojęciu substancji, powinna ulec takiemu sprostowaniu, żeby rzeczywista obecność Chrystusa w Eucharystii zeszła na pewien rodzaj symbolizmu, to znaczy, żeby konsekrowane hostie uważane były tylko za skuteczne znaki duchowej obecności Chrystusa i Jego ścisłego połączenia z wiernymi członkami w Mistycznym Ciele.

21. Odnośnie do Kościoła
Niektórzy sądzą, że nie obowiązuje ich nauka, jaką kilka lat temu, w oparciu o źródła objawienia, wyłożyliśmy w encyklice naszej, że mianowicie Mistyczne Ciało Chrystusowe i Rzymsko Katolicki Kościół są jednym i tym samym. Inni sprowadzają do czczej formuły konieczność przynależenia do prawdziwego Kościoła, aby można zbawienie osiągnąć. Inni jeszcze krzywdę wyrządzają chrześcijańskiej wierze, nie chcąc uznać rozumnej wiarogodności prawd objawionych.
Wiadomo Nam, że te i inne im podobne błędy, krążą wśród niektórych z naszych synów, zwiedzionych już to nierozważną gorliwością o dusz zbawienie, już to fałszywymi pozorami wiedzy. Ze smutkiem w duszy zmuszeni jesteśmy tym wszystkim przypomnieć elementarne prawdy i wykazać im nie bez żywej troski, czy to jawne błędy czy poważne błędów niebezpieczeństwa.

CZĘŚĆ DRUGA

BŁĘDY W DZIEDZINIE FILOZOFII


I. PRZYRODZONY ROZUM I PODSTAWOWE ZASADY FILOZOFII

22. Stanowisko Kościoła wobec filozofii tradycyjnej
Powszechnie wiadomo, jak bardzo ceni sobie Kościół rozum ludzki i jakie przyznaje mu zdolności poznawcze. Rozum z zupełną pewnością udowadnia istnienie jedynego, osobowego Boga; oparty o Boskie znaki, stwierdza niezbicie siłę podstaw chrześcijańskiej wiary; wiernie i we właściwy sposób wyraża treść tego prawa, które Bóg wyrył na sercu człowieczym; po przyjęciu wreszcie objawienia, zdobywa sobie niejakie, ale bardzo owocne zrozumienie podanych sobie z nieba tajemnic. Te zadania swoje wszakże tylko wtedy potrafi rozum należycie i bezpiecznie wypełnić, gdy otrzyma odpowiednie wyrobienie, to znaczy gdy wdrożony zostanie w tę zdrową filozofię, która będąc niejako dziedzictwem, przekazanym przez dawne chrześcijańskie wieki, całkiem osobliwą i wyższą nad zwykłe miary cieszy się powagą. Główne bowiem zasady i twierdzenia tej filozofii, przez genialnych ludzi z biegiem czasu odkryte i określone, Nauczycielski Urząd Kościoła w świetle Boskiego objawienia wypróbował, przyjął i za swoje uznał. Otóż cechą tej filozofii jest, że szczerze i prawdziwie trzyma się i broni obiektywnej siły poznania rozumu ludzkiego, że przyjmuje niezachwianie metafizyczne zasady – racji dostatecznej przyczynowości i celowości – wreszcie że uznaje możliwość osiągnięcia pewnej i nieodmiennej prawdy.

23. Nienaruszalne pewniki filozofii tradycyjnej
W tę filozofię wchodzi wiele zagadnień i twierdzeń, które ani wprost ani ubocznie nie są związane z nauką wiary i obyczajów, i dlatego pozostawia je Kościół swobodnej dyskusji ludzi kompetentnych. Ale co do wielu innych rzeczy, zwłaszcza co do podstawowych zasad i głównych pewników, o jakich wspomnieliśmy powyżej, nie przysługuje już ta sama swoboda. Bo chociaż i w takich zasadniczych rzeczach wolno jest przystrajać tę filozofię w piękniejszą i odpowiedniejszą szatę, wzmacniać ją trafniejszym i skuteczniejszym sposobem wykładu; wolno też pewne, mniej stosowne pomoce szkolne z niej usuwać a wzbogacać ją natomiast niektórymi, starannie dobranymi zdobyczami nowożytnej wiedzy - nigdy jednak nie wolno jej podważać ani fałszywymi zasadami kazić, ani, tym mniej, uważać jej za wielki wprawdzie, ale przestarzały już pomnik dawnych czasów. Gdyż ani sama prawda ani jej filozoficzne ujęcie, nie mogą z dnia na dzień ulegać zmianie, zwłaszcza kiedy chodzi o pierwsze, same przez się oczywiste rozumowe zasady, albo o pewniki, które bądź to w mądrości wieków, bądź, nawet w harmonijnym przystawaniu do objawienia, mają poważne oparcie. Żadna cząstka prawdy, którą umysł ludzki szczerym badaniem odkryć zdoła, nie może, rzecz jasna, zdobytej poprzednio prawdzie się sprzeciwiać, albowiem najwyższa Prawda, Bóg, nie na to stworzył rozum ludzki i nim kieruje, żeby wiadomościom należycie zdobytym coraz to nowe i odmienne przeciwstawiał, ale na to, żeby usuwając, jeśli przypadkiem się wkradły, pomyłki i błędy, do prawdy prawdę dodawał, w tym samym porządku i w tej harmonijnej zwartości, jaka przejawia się w naturze rzeczy, która jest dla nas prawdy źródłem. Niechaj więc i filozof i teolog chrześcijański nie przyjmuje pośpiesznie i lekkomyślnie każdego, z dnia na dzień, nowego wymysłu, ale niech najstaranniej wszystko to waży i bezstronnemu sądowi rozumu poddaje, aby przypadkiem, już zdobytej prawdy nie utracił ani nie skaził, z dużym zaiste niebezpieczeństwem albo i szkodą samej nawet wiary.

II. POSZANOWANIE FILOZOFII SCHOLASTYCZNEJ

24. Powaga św. Tomasza z Akwinu
Kto to wszystko dobrze rozważy, łatwo zrozumie, dlaczego Kościół wymaga, aby przyszli kapłani otrzymywali wykształcenie filozoficzne „wedle metody, nauki i zasad Anielskiego Doktora". Jest bowiem rzeczą doświadczeniem kilku wieków stwierdzoną, że metoda i sposób rozumowania św. Tomasza osobliwą posiada skuteczność, tak dla kształcenia początkujących, jak dla wprowadzenia umysłów w najgłębsze prawdy. Nauka zaś jego z objawieniem Bożym w najpełniejszej jest harmonii i równie dobrze dopomaga do zabezpieczenia podstaw wiary, jak i dla zebrania pożytecznie i bezpiecznie owoców ze zdrowego postępu.

25. Zarzuty stawiane filozofii tradycyjnej
Jest to więc rzecz bardzo opłakania godna, że filozofia w Kościele przyjęta i uznana jest dziś dla niektórych przedmiotem pogardy i że zuchwale oskarża się ją, że jest przestarzała co do formy a racjonalistyczna w swoim procesie myśli. Powiadają oni, że ta filozofia nasza myli się twierdząc, iż może istnieć metafizyka bezwzględnie prawdziwa, gdyż przeciwnie, wedle ich zdania, przedmioty, zwłaszcza nadzmysłowe, nie dają się lepiej wyrazić, jak przez teorie rozbieżne, które, choć pod pewnym względem są sobie przeciwne, pod innym względem dopełniają się wzajemnie. Przyznają więc, że filozofia, wykładana w naszych szkołach, z dokładnym określeniem istoty zagadnień i z zupełną jasnością rozwiązań, z ścisłym ustaleniem pojęć i wprowadzeniem precyzyjnych rozróżnień, jest może pożyteczną jako wdrożenie do teologii scholastycznej, jak była zresztą doskonale dostosowana do umysłów średniowiecznych – nie uczy nas jednak, tak twierdzą, tego sposobu filozoficznych dociekań, jakiego dzisiejsza kultura i obecna potrzeba wymaga. Podnoszą dalej ten zarzut, że filozofia wieczysta obraca się tylko w sferze abstrakcyjnych, niezmiennych istot czyli idei rzeczy, podczas gdy umysły współczesne zwracają się z konieczności przede wszystkim do istnienia rzeczy poszczególnych i do płynącego ustawicznie strumienia życia. W tej samej mierze zaś, w jakiej do filozofii katolickiej odnoszą się z wyraźną pogardą, wielkie oddają pochwały innym, starożytnym czy nowoczesnym, wschodnim czy zachodnim systemom myśli, zdając się przez to insynuować, że każda filozofia i każde mniemanie z pewnymi, w miarę potrzeby, poprawkami lub dodatkami, może wejść w harmonię z katolicką wiarą. A że to jest zupełnym fałszem, osobliwie gdy chodzi o takie wymysły, jak „immanentyzm”, „idealizm”, „materializm” czy to dialektyczny czy historyczny, jak wreszcie „egzystencjalizm” bądź to ateistyczny, bądź odmawiający siły metafizycznym rozumowaniom – co do tego nie może być dla katolika żadnych wątpliwości.

26. Zarzut przesadnego intelektualizmu
Na koniec to mają za złe filozofii podawanej w naszych szkołach, że w procesie poznania wyłącznie rozum ma na oku, z pominięciem zadań woli i uczuć. Zarzut ten bynajmniej nie jest prawdziwy. Nigdy bowiem filozofia chrześcijańska nie przeczyła, że dobre nastawienie wszystkich władz duszy jest bardzo pożyteczne i skuteczne, tak dla pełniejszego poznania, jak dla wprowadzenia w życie prawd religijnych i moralnych. I owszem nauczała zawsze, że brak tych dobrych usposobień może być przyczyną, dlaczego złe skłonności i spaczenie woli tak zaślepiają rozum, iż przestaje on widzieć rzeczy w obiektywnym świetle. A nawet, zdaniem Powszechnego Doktora, wyższe dobra moralne przyrodzonego czy nadprzyrodzonego porządku, o tyle może umysł w pewien sposób pojąć, o ile doświadcza w duszy uczuciowego z tymi dobrami powinowactwa, albo już z samej natury, albo pod wpływem łaski. Już zaś jest oczywiste, jak dalece takie, chociaż przyćmione poznanie, może wspomagać pracę rozumowych dociekań. Ale jest to co innego, przyznawać uczuciowym skłonnościom możność wspomagania rozumu w zdobyciu pewniejszych i silniejszych moralnych pojęć, a co innego, co uśmiecha się nowatorom, przypisywać woli i uczuciu rodzaj takiej intuicji, żeby, kiedy umysł za pomocą rozumowania nie może na pewno rozeznać co jest prawdą, uciekać się należało do woli, aby przez swobodny wybór, wśród przeciwnych poglądów znalazła właściwą drogę. Ale nie jest to nic innego jak bezładne pomieszanie funkcji poznania z aktem woli.

27. Niebezpieczeństwo dla teologii naturalnej i etyki
Nie można się dziwić, że nowe to mniemania poważnie zagrażają dwom gałęziom filozofii, które z natury swojej blisko stykają się z nauką wiary, mianowicie teologii naturalnej i etyce. Uważają bowiem, że zadanie tych nauk nie na tym polega, żeby rozumowaniem dochodzić do jakichś pewnych poznań dotyczących Boga lub innych nadzmysłowych rzeczywistości, ale na tym tylko, żeby wykazywać jak doskonale nauka wiary o osobowym Bogu i Jego przykazaniach  odpowiada potrzebom życia i stąd wyprowadzać wniosek, że należy ją przyjąć tak dla zagrodzenia drogi rozpaczy, jak dla osiągnięcia wiecznego zbawienia. Wszystko to sprzeciwia się wyraźnie orzeczeniom Poprzedników naszych Leona XIII i Piusa X i nie da się pogodzić z dekretami Watykańskiego Soboru.
Nie byłoby potrzeby opłakiwać tych odstępstw od prawdy, gdyby wszyscy, także na polu filozofii, odnosili się z należytym uszanowaniem do wskazań Nauczycielskiego Urzędu. On bowiem, na mocy ustanowienia Bożego, nie tylko ma władzę i obowiązek strzeżenia i wyjaśniania depozytu objawionej prawdy, ale ma czuwać i nad filozoficznymi naukami, by fałszywe w ich dziedzinie mniemania nie przyniosły szkody katolickim dogmatom.

CZĘŚĆ TRZECIA

WIARA A NAUKI POZYTYWNE


I. BIOLOGIA, ANTROPOLOGIA, EWOLUCJONIZM I POLIGENIZM

28. Właściwe w tym przedmiocie stanowisko
Trzeba nam wreszcie coś powiedzieć o zagadnieniach, które jakkolwiek należą do zakresu tzw. pozytywnych nauk, mają jednak pewne, mniej lub więcej ścisłe związki z prawdami chrześcijańskiej wiary. Z różnych stron dają się słyszeć natarczywe żądania, by religia katolicka brała te nauki w poważną rachubę. Żądanie to jest oczywiście godne pochwały, gdy chodzi jedynie o fakty rzeczywiście udowodnione. Gdzie jednak w grę wchodzą hipotezy, choćby były w pewnej mierze naukowo uzasadnione, jeśli jednak dotykają one nauki w Piśmie świętym albo w tradycji zawartej, wskazana jest wielka ostrożność. A gdyby takie przypuszczenia czy domniemania istotnie sprzeciwiały się, wprost czy ubocznie, nauce przez Boga objawionej, byłyby absolutnie nie do przyjęcia.

29. Ewolucjonizm antropologiczny
Nie zakazuje więc kościelny Nauczycielski Urząd, by teoria ewolucjonizmu, o ile bada, czy ciało pierwszego człowieka powstało z istniejącej poprzednio, żywej materii - że bowiem dusze stwarzane są bezpośrednio przez Boga, tego niewątpliwie uczy nas katolicka wiara - stała się przedmiotem dociekań i dyskusji uczonych obydwu obozów, zgodnie z obecnym stanem nauk ludzkich i świętej teologicznej wiedzy. Te dyskusje jednak powinny być tak prowadzone, żeby racje obydwu stron, tak zwolenników jak przeciwników ewolucjonizmu roztrząsane były i oceniane poważnie, z miarą i umiarkowanie, a nadto, żeby obie strony gotowe były poddać się sądowi Kościoła, któremu Chrystus zlecił obowiązek, zarówno autentycznego wykładania Pisma, jak strzeżenia dogmatów wiary. Są jednak tacy, co niestety tej swobody dyskusji nierozważnie i zbyt śmiało nadużywają, przemawiając takim tonem, jakby dotychczasowe odkrycia i oparte na nich rozumowania dawały już zupełną pewność, że ciało ludzkie w swym pierwszym początku wyszło z istniejącej uprzednio i żywej materii, i jakby źródła Bożego objawienia niczego nie zawierały, co w tej zwłaszcza kwestii jak największej domaga się ostrożności i umiarkowania.

30. Poligenizm
Co się zaś tyczy natomiast hipotezy, tzw. poligenizmu, synom Kościoła wspomniana wyżej swoboda bynajmniej już nie przysługuje. Nie wolno bowiem wiernym Chrystusowym trzymać się takiej teorii, w myśl której przyjąć by trzeba albo to, że po Adamie żyli na ziemi prawdziwi ludzie nie pochodzący od niego, drogą naturalnego rodzenia, jako od wspólnego wszystkim przodka, albo to, że nazwa „Adam" nie oznacza jednostkowego człowieka ale jakąś nieokreśloną wielość praojców. Już zaś zupełnie nie widać jakby można było podobne zdanie pogodzić z tym, co źródła objawionej prawdy i orzeczenia kościelnego Nauczycielstwa stwierdzają o grzechu pierworodnym, jako pochodzącym z rzeczywistego upadku jednego Adama i udzielającym się przez rodzenie wszystkim ludziom, tak iż staje się on grzechem własnym każdego z nich.

II. NAUKI HISTORYCZNE: JEDENAŚCIE PIERWSZYCH ROZDZIAŁÓW KSIĘGI RODZAJU

Jak w biologii i antropologii, tak też i w historii śmiało przekraczają niektórzy granice i przepisy ostrożności, przez Kościół ustanowione. Osobliwie jednak opłakiwać trzeba zbyt wielką swobodę praktykowaną w wykładzie ksiąg historycznych starego testamentu, przy czym zwolennicy tej swobody powołują się niesłusznie w swej obronie na list, skierowany niedawno przez Papieską Komisję Biblijną do Arcybiskupa Paryża. List ten bowiem wyraźnie stwierdza, że jedenaście pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju, choć styl i sposób ich historycznego ujęcia nie odpowiada ściśle metodzie, jaką posługiwali się wielcy pisarze greccy lub łacińscy i jaką dziś jeszcze posługują się uczeni naszych czasów, mimo to w pewnym prawdziwym sensie są historią. W jakim zaś sensie charakter historii im przysługuje, to, na podstawie głębszych studiów, egzegeci powinni starać się określić. Te bowiem rozdziały, w prostej i obrazowej mowie, dostosowanej do pojęć niewykształconego ludu, podają i zasadnicze prawdy, na których opierają się wysiłki nasze podejmowane dla zdobycia wiekuistego zbawienia, i popularny opis początków rodzaju ludzkiego oraz wybranego ludu. Jeżeli zaś natchnieni pisarze to i owo zaczerpnęli z ludowych opowieści (co przyjąć wolno), nie można nigdy zapomnieć, że przy tego rodzaju postępowaniu wspomagało ich natchnienie Boże, zabezpieczające ich w wyborze i ocenie dokumentów od wszelkiego błędu.
Co zaś przeszło do ksiąg świętych z ludowych opowieści, tego żadną miarą nie można zestawiać z mitologicznymi albo innymi podobnymi opowieściami. O ile bowiem w tych ostatnich gra rolę raczej wybujała wyobraźnia, o tyle w Księgach świętych, także starego testamentu, tak jasno występuje dążność do prostoty i prawdy, że naszym autorom natchnionym nie podobna nie przyznać jawnej wyższości nad świeckimi pisarzami starożytności.

Zakończenie

Wiadomo nam wprawdzie, że większość katolickich uczonych, którzy owocami swych studiów zasilają czy to wyższe zakłady naukowe czy seminaria i kolegia zakonne, daleka jest od tych błędów, jakie bądź to z zamiłowania nowości, bądź z nieumiarkowanej apostolskiej gorliwości, jawnie lub po kryjomu dziś się rozchodzą. Ale i to wiemy, że tego rodzaju nowe mniemania mogą nęcić do siebie nieostrożnych. Dlatego wolimy raczej przeciwstawić się początkom, niż szukać potem lekarstwa na zastarzałą już chorobę.
W tej myśli, po dojrzałej przed Bogiem rozwadze, nie chcąc się sprzeniewierzyć świętym zobowiązaniom Naszego Urzędu, tak Biskupom jak Zwierzchnikom zgromadzeń zakonnych, pod najcięższym obowiązkiem sumienia, nakazujemy, żeby jak najpilniej czuwali nad tym, by tego rodzaju poglądy nie były głoszone w szkołach, na zebraniach, ani publikowane w jakichkolwiek pismach ani też żadnym sposobem podawane duchowieństwu i wiernym Chrystusowym.
Ci, co nauczają w kościelnych naukowych zakładach, niech będą świadomi, że powierzonych sobie obowiązków z czystym sumieniem spełniać nie mogą, jeżeli podanych przez nas zasad z religijną uległością nie przyjmą i przy nauczaniu młodzieży, z całą ścisłością przestrzegać nie będą. To samo zaś należne uszanowanie i posłuszeństwo, którego sami w twardej swojej pracy dawać winni dowody, niech starają się wszczepiać w umysły i serca uczniów.
Niech przykładają się do tego z całym zapałem, żeby nauki, jakie podają do najpełniejszego rozwoju doprowadzić, ale niech przy tym uważają, by nie przekraczali granic, jakie zakreśliliśmy dla obrony wiary i nauki katolickiej.
Nowe zagadnienia, które dzisiaj kultura i nowożytny postęp na jaw wydobyły, niech starają się jak najlepiej badać i roztrząsać, ale zawsze z należną rozwagą i ostrożnością. Niech wreszcie nie sądzą, że hołdując fałszywemu „irenizmowi”, odszczepionych i błądzących do łona Kościoła doprowadzić zdołają, jeśli im szczerze nie podadzą całej prawdy, którą Kościół żyje, bez żadnych zniekształceń i uszczerbków.
Na tej nadziei się opierając, którą potęguje wasza gorliwość, jako zadatek darów niebieskich i dowód Naszej Ojcowskiej przychylności, udzielamy z całego serca, Wam wszystkim, Czcigodni Bracia, jak również Waszemu klerowi i ludowi błogosławieństwa apostolskiego.
Dan w Rzymie u św. Piotra dnia 12 sierpnia 1950 r.

 źródło: „Przegląd Powszechny” rok LXVIII, tom 231, styczeń – czerwiec 1951, Warszawa
 


Pius XII - Konstytucja Apostolska Sacramentum Ordinis


o święceniach diakońskich, kapłańskich i biskupich - (A. A. S. Vol. XL. Nr. 1 pag. 5 - 7)

PIUS BISKUP, Sługa Sług Bożych, na wieczną rzeczy pamiątkę.

1. W całym Kościele, co stanowi dogmat wiary, z ustanowienia Chrystusa Pana jeden jest tylko SAKRAMENT KAPŁAŃSTWA udzielający władzy duchownej i łaski do godnego sprawowania związanych z nim obowiązków. Jak jedną władzę daną Księciu Apostołów, jedną wiarę, jedną ofiarę Mszy świętej ustanowił Chrystus Pan, tak również dał nam jeden skarbiec sakramentów, czyli znaków udzielających łaski. W ciągu wieków poza sakramentami ustanowionymi przez Chrystusa Pana Kościół innych sakramentów nie ustanowił ani też ustanowić nie mógł, gdyż, jak poucza Sobór Trydencki (Conc. Trid. Sess. VII, can. I, de Sacram. in genere) siedem sakramentów Nowego Zakonu pokrywa się całkowicie z liczbą siedmiu sakramentów ustanowionych przez Chrystusa Pana, a władza Kościoła nie sięga istoty sakramentów, tj. tego, co w znaku sakramentalnym, w świetle źródeł boskiego objawienia, pochodzi z ustanowienia Chrystusa.
2. Nie zmieniając istoty sakramentu kapłaństwa - czego nikt z katolików nie kwestionuje - w ciągu wieków w różnych okolicznościach dodawano w czasie święceń różne ceremonie. W tym należy szukać przyczyny dociekań teologicznych, jakie obrzędy przy udzielaniu święceń kapłańskich są istotne a jakie nie. Stąd wyrosły również wątpliwości i zastrzeżenia w sporadycznych wypadkach. I dlatego niejednokrotnie zwracano się do Stolicy Apostolskiej z prośbą o ostateczne rozstrzygniecie najwyższe powagę Kościoła, co przy udzielaniu święceń decyduje o ich ważności.
3. Według nauki Kościoła sakramenty Nowego Zakonu jako znaki widzialne łaski niewidzialnej nie tylko oznaczają łaskę, której udzielają, ale również dają łaskę, którą oznaczają. We wszystkich obrządkach powszechnego Kościoła niezależnie od miejsca i czasu włożenie rak i słowa przy tym wypowiedziane dostatecznie oznaczają udzielenie władzy i łaski wypływającej ze święceń diakońskich, kapłańskich i biskupich. Tak np. święcenia udzielane w obrządku greckim bez podania instrumentów Kościół Rzymski zawsze uważał za ważne. I nawet na Soborze Florenckim, na którym doszło do unii między Grekami a Kościołem Rzymskim, nie żądano zmiany obrzędów święceń ani wprowadzenia ceremonii podania instrumentów. Życzeniem Kościoła było, ażeby Grecy nawet w samym Rzymie przyjmowali święcenia według własnego obrządku. Stad wniosek zgodny z nauką Soboru Florenckiego, że podanie instrumentów jako nie pochodzące z woli Chrystusa Pana nie jest istotne i dlatego nie jest potrzebne do ważności sakramentu. A jeśliby zaś sam Kościół uzależniał od tego ważność święceń, przysługuje mu prawo własną decyzję nie tylko zmienić, ale nawet uchylić.
4. Wobec tego wezwawszy pomocy Bożej Najwyższą Naszą powagą Apostolską wyjaśniamy, a jeśli potrzeba stwierdzamy i orzekamy:
Jedyną materią święceń diakońskich, kapłańskich i biskupich jest włożenie rąk a jedyną formą słowa określające użycie tej materii: oznaczają one skutek sakramentu, tj. władzę kapłańską i łaskę Ducha św.: Kościół tak je rozumie i w tym celu stosuje. W związku z powyższym dla zażegnania sporów oraz uspokojenia sumień Powagą Apostolska wyjaśniamy, a jeśli dotąd prawnie inaczej było zarządzamy: podanie instrumentów (traditio instrumentorum) przynajmniej na przyszłość nie jest potrzebne do ważności święceń diakońskich, kapłańskich i biskupich.
5. Co do materii i formy przy udzielaniu poszczególnych święceń tą samą Najwyższą Powagą Apostolską postanawiamy i orzekamy:
Przy udzielaniu święceń diakona materię stanowi jednorazowe włożenie rąk przez biskupa, forma zaś składa się ze słów prefacji, z których następujące są istotne i do ważności potrzebne: "Emitte in eutn qućsumus, Domine, Spiritum, quo in opus ministerii fideliter exsequendi septiformis gratić tuć munere roboretur".
Przy święceniach kapłańskich materię stanowi pierwsze włożenie rąk przez biskupa bez wypowiedzenia żadnych słów, nie zaś drugie - wyciągnięcie tylko prawicy, ani trzecie, do którego odnoszą się słowa "Accipe Spiritum Sanctum quorum remiseris peccata, etc." Forma składa się ze słów prefacji, z których następujące są istotne i konieczne do ważności: "Da, qućsumus, omnipotens Pater, in hunc famulum tuum Presbyterii dignitatem, innova in visceribus eius spiritum sanctitatis, ut acceptum a Te, Deus, secundi meriti munus obtineat censuramque morum exemplo suć conversatianis insinuet".
Wreszcie przy święceniach czyli konsekracji biskupa materią jest włożenie rąk przez biskupa konsekratora, formą zaś słowa prefacji, z których istotne i dlatego do ważności potrzebne są następujące: "Comple in sacerdote tuo ministerii tui summam, et ornamentis totius glorificationis instructum coelestis unguenti rore sanctifica".
Przy tym zaś wszystkim należy stosować postanowienia Naszej Konstytucji Apostolskiej z dnia 30 listopada 1944 roku.
6. Dla uniknięcia wątpliwości polecamy, ażeby włożenie rąk przy udzielaniu poszczególnych święceń dokonywało się przez bezpośrednie (physice tangendo) dotknięcie głowy kandydata, jakkolwiek już dotknięcie pośrednie (tactus moralis) wystarcza do ważności sakramentu. Powyższych wyjaśnień odnoszących się do materii i formy nie należy rozumieć w ten sposób, że można zaniedbać lub pominąć pozostałe przepisy Pontyfikatu Rzymskiego, dlatego nakazujemy, ażeby wszelkie odnośne przepisy zawarte w Pontyfikale Rzymskim były ściśle przestrzegane i wypełniane. Zarządzenia tej Konstytucji nie działają wstecz; jeśli więc powstały jakieś wątpliwości, należy zwrócić się o ich rozstrzygnięcie do Stolicy Apostolskiej.
Konstytucję niniejszą wydajemy, ogłaszamy i postanawiamy uchylając wszelkie przeciwne jej zarządzenia, a nadto wyrażamy życzenie i nakazujemy, ażeby w odpowiedni sposób uwzględniono ja w Pontyfikale Rzymskim.
Niech nikt nie ośmieli się naruszyć wydanej Konstytucji lub zuchwale jej się sprzeciwić.
Dan w Rzymie u świętego Piotra trzydziestego listopada w uroczystość świętego Andrzeja roku tysiąc dziewięćset czterdziestego siódmego, dziewiątego Naszego Pontyfikatu.
PIUS PP. XII

Źródło: Wiadomości Diecezjalne, Katowice (1948) 28 - 32.


22.02.2014

Leon XIII - encyklika Apostolicae Curae


O nieważności święceń anglikańskich

Wielebnym Braciom, Patriarchom, Prymasom, Arcybiskupom i Biskupom całego świata katolickiego zostającym w łasce i jedności Stolicy Apostolskiej

Czcigodni Bracia, Pozdrowienie apostolskie i błogosławieństwo!

Z apostolską troską i miłością „Wielkiego Pasterza owiec, Pana naszego Jezusa Chrystusa” (Hbr 13, 20), która przynagla do obdarowywania nią i naśladowania jej dzięki natchnieniu jego łaski, pilnie usiłujemy, podzielić się nią z niemałą częścią chwalebnego narodu brytyjskiego.

O skierowaniu ku nim naszej woli szczególnie świadczył nasz własny list, który poprzedniego roku skierowaliśmy do Brytyjczyków, poszukujących królestwa Chrystusowego w jedności wiary: tenże naród do dawnego z matką Kościołem połączenia wspomniawszy one przywoływaliśmy, i zachęciwszy do upraszania w duszy u Boga szczęśliwego pojednania, usilnie zabiegaliśmy o jego dojrzenie. Wtedy, kiedy bynajmniej niedawno, w tymże okólnym liście o jedności Kościoła miała być mowa, przy czym bynajmniej Anglię mieliśmy na uwadze nie na ostatnim miejscu; przyświecała nam nadzieja, że być może nasze dokumenty zarówno katolikom przyniosą utwierdzenie jak również i spierającym się przeciwnikom przyniosą zbawienne oświecenie. Także i to wyłuszczyć pragnęliśmy, że każdy naród w równej mierze, człowieczeństwo i wielką troskę o zbawienie wieczne wykazuje, to jest że dobroć Brytyjczyków jest nam dobrze znana jak również i łaskawość dla każdego ludzkiego rozumnego wyrazu uczucia. Zatem teraz pragniemy skierować naszą uwagę ku rozważaniu pewnego istotnego problemu, który zresztą w samej rzeczy zawierał się już w przedłożonych przez nas dezyderatach. Albowiem u Brytyjczyków miało miejsce niedawne stosunkowo odstąpienie od centrum jedności chrześcijańskiej, nowy zupełnie ryt święceń kapłańskich został wprowadzony dopiero za króla Edwarda VI, ponieważ był on publiczne zaprowadzony; w wyniku czego miało było zabraknąć prawdziwego Sakramentu Kapłaństwa, który ustanowił Chrystus, podobnie i sukcesji hierarchicznej, co już samo w sobie wynika ze wspomnianego powyżej stwierdzenia, która przecież nie raz miała w dziejach Kościoła istotne znaczenie w utwierdzaniu dyscypliny i stałości.

Przypominamy sobie jednak iż szczególnie w tych ostatnich latach pojawiła się kontrowersja, czy święcenia kapłańskie udzielane w obrządku edwardiańskim, posiadają znaczenie, naturę i skutek sakramentu, potwierdzić lub poddać to w wątpliwość, udało się przecież nie małej ilości pisarzy anglikańskich, jak również i niewielkiej liczbie pisarzy katolickich, i to wcale nie angielskich. Jednych z nich zapewne motywowała chęć przysłużenia się idei kapłaństwa chrześcijańskiego, pragnęli bowiem aby jego podwójnej władzy w ciele Chrystusa nie byli pozbawieni. Innym przyświecała powzięta myśl osiągnięcia pewnego kroku na drodze ku jedności; obojgu więc z nich udało się dojść do przekonania jak się wydaje, na podstawie studiów tego rodzaju prowadzonych już wcześniej, czy też na podstawie nowszych wydań pomników literatury wydobytych z zapomnienia, również i tych ponownie zebranych dzięki naszej własnej inicjatywie jak widać wcale nie nadaremno podjętej. My jednak takie zamysły oraz pragnienia jak najmniej lekceważymy, i jak najbardziej przychylamy się do tych głosów w duchu apostolskiej miłości, sądząc że nic tak nie świadczy na korzyść jak to co w jakikolwiek sposób zbliża do dusz albo oddala winy lub służy pożytkowi. Uznaliśmy więc aby sprawę tę wznowić i potraktować ją ze szczególną życzliwością: tak aby w zdrowej atmosferze dzięki na nowo podjętej roztropnej dyskusji, w przyszłości wszystkie czy też jakieś konkretne wątpliwości zostałyby oddalone.

Papież zachęca do podjęcia głębokich studiów w celu zrozumienia natury kontrowersji

Dlatego więc tej określonej liczbie mężów uczonych i odznaczających się erudycją, których opinie w tej kwestii okazały się rozbieżne, proponujemy przedsięwzięcie spisania swoich twierdzeń właśnie w tych kwestiach: i przesłania nam ich abyśmy je zgromadzili i polecili wespół rozpowszechnić, tak aby cokolwiek z tego co byłoby godne tego aby więcej przyczyniło się do pogłębienia znajomości rzeczy zostało przestudiowane i zbadane. Uznaliśmy też aby w tej kwestii każdy mógł uzyskać odpis ze stosownych dokumentów z archiwów watykańskich czy to z tych które są udostępnione do wglądu czy też z jeszcze niezbadanych; również miałyby być udostępnione odpowiednie akta z prac komisji soborowej zwanej Suprema, które dotąd były zastrzeżone, tak iż nie małej liczbie uczonych mężów z każdej ze stron zostaną one upowszechnione. Tego rodzaju wsparcia poleciliśmy udzielić, również chętnie życzylibyśmy sobie zgromadzić ich na specjalnym kongresie, z których już dwanaście miało miejsce, pod przewodnictwem jednego z Kardynałów Świętego Kościoła Rzymskiego przez nas wyznaczonego, posiadającego specjalne uprawnienia do swobodnej dyskusji. W toku odbytych konferencji, jeden z powstałych z tego zgromadzenia protokołów, Czcigodnym Braciom Naszym Kardynałom polecamy wszystkim ujawnić; albowiem to co każdy w tej sprawie miał do powiedzenia, także i dla nas samych stało się powodem do refleksji.

Taki porządek rzeczy obecnie domaga się dogłębnego, rozpatrzenia zarówno z powodu skomplikowanej materii zagadnienia do której wyłuszczenia zamierzamy teraz przystąpić mając na uwadze pytania jakie pojawiły się w tej kwestii, które to w stosownym miejscu na wstępie były zasygnalizowane, jak również chodzi także o podjęte inicjatywy Stolicy Apostolskiej, których realizacja i wprowadzenie w życie, trwale i od podstaw zaiste będzie też rozważana. Dlatego, najpierw należy rozpatrzyć szczególnie te dokumenty, które wydali nasi Poprzednicy, zwracając się w modlitewnej prośbie do królowej Maryi, powierzając szczególnie troskę doprowadzenia do pojednania Anglikanów z Kościołem. Albowiem Juliusz III Kardynała Reginalda Polo, rodowitego Anglika, wielce zasłużonego, mianował swoim przybocznym legatem i wyznaczył mu zadanie jakby swojemu aniołowi miłości i pokoju, powierzając pełnomocnictwa czy też mandat do podejmowania działań z wyłączeniem obowiązujących norm kanonicznych, które następnie Paweł IV potwierdził i ogłosił. Dzięki czemu łatwo zrozumieć wagę omawianych tu dokumentów, należy zatem traktować je tutaj jako podstawę, jednakże nie można rozpatrywać ich wybiórczo i w oderwaniu od tej konkretnej sprawy ale jedynie względem szczegółowych kwestii, które w sobie zawierają. Na mocy pełnomocnictw przyznanych legatowi apostolskiemu od tych Papieży, została uwzględniona Anglia jak też i panująca w niej religia, jednak normy postępowania obowiązujące tego przez nich mianowanego legata nie dotyczyły, ani też wcale nie należy się w nich doszukiwać czegoś co w szczególności mogłoby mieć jakiekolwiek znaczenie w ogólnym pytaniu o to czego miałoby brakować do ważności święceń kapłańskich, ale powinny dotyczyć wyłącznie ostrożnego rozpatrywania kwestii święceń kapłańskich w tym królestwie, co zostanie tu w odpowiednim miejscu wyłożone. To samo, wynika zresztą z natury i rangi tychże dokumentów, stąd również jest jasne, że coś innego nie byłoby miane na względzie, co do tych okolicznościach które konieczne są do zaistnienia ważności sakramentu święceń kapłańskich, i o tym poniekąd napominany był też legat, przez tegoż męża którego nauka jaśniała jeszcze podczas Soboru Trydenckiego.

Autorytet papieży i praktyka udzielania powtórnych święceń świadczy o nieważności święceń anglikańskich

Tego się ściśle trzymając, nie trudno przecież dostrzec, że w listach Juliusza III do legata apostolskiego, podpisanych dnia 8 marca 1554 r., wymienione było, że ci pierwsi, którzy je zgodnie z rytem prawowicie otrzymali, w swoich święceniach zostają zachowani, podczas gdy o tych którzy nie dostąpili święceń kapłańskich, stwierdzone zostało że mogliby, jeżeli znaleźliby się godni i zdatni, ich dostąpić. Albowiem pewnie zostało stwierdzone, że faktycznie było tak iż, dwojaki był status tych mężów: ci z nich którzy prawdziwie otrzymali święcenia kapłańskie, zwłaszcza że to albo jeszcze przed odstępstwem Henryka, albo jeśli po tym fakcie i od szafarzy chociaż nie wolnych od błędu, jednak zachowujących zwyczaj rytu katolickiego; z kolei inni którzy zostali promowani według Rytuału edwardiańskiego, i z tej przyczyny mogliby dopiero zostać dopuszczeni do święceń, ponieważ przyjęli święcenia nieważne. Nie było także innego równie jasnego stanowiska Papieży, jak to nadzwyczaj wyraźnie potwierdza list jego legata, z dnia 29 stycznia 1555 r., który udziela swoich pełnomocnictw biskupowi Norwich. I to wszakże jeszcze bardziej należy mieć na uwadze, co ten sam list, który był wydany przez Juliusza III, mówi o swobodnym używaniu papieskich pełnomocnictw, także i w tej kwestii co do której urząd konsekracji, odejmuje z obrządku i nie zachowana jest forma przyjęta w Kościele; a mowa tu wyraźnie o tych którzy zostali konsekrowani według rytu edwardiańskiego, ponieważ prócz tej formy i formy katolickiej nie było wówczas żadnej innej w Anglii.

To wszelako jeszcze bardziej staje się jasne gdy wspomni się poselstwo które Filip i Maria monarchowie, za namową kardynała Polo, do Rzymu do Papieża wysłali w styczniu 1555 r. Rzecznicy królewscy, trzej mężowie wielce wybitni i odznaczający się wszelką cnotą, pośród których był Tomasz Thirlby, biskup Elien, przedstawili Papieżowi postulat, w sprawie warunków w jakich się mają sprawy religii w tym królestwie, aby pogłębić znajomość sprawy, i domagali się od niego aby zatroszczył się o to i ustanowił legata do tegoż królestwa w celu pojednania go z Kościołem, aby miał udział w tym i to zaaprobował: w tym celu Papieżowi dostarczono wszelkie pisane dokumenty które były potrzebne, w części były to również dokumenty w pierwszym rzędzie dotyczące nowego rytu święceń. Natychmiast Paweł IV po odprawieniu poselstwa z wszelkimi honorami, w tejże sprawie dokumenty w gronie niektórych kardynałów dogłębnie przedyskutował, i po starannym namyśle wydał list Praeclara carissimi opieczętowany dnia 20 czerwca tegoż roku. W którym to dokumencie znajduje się pełne potwierdzenie stanowiska Pawła IV w kwestii dotyczącej święceń, gdzie tak jest postanowione: ci którzy przyjęli święcenia duchowne... od kogoś innego niż od biskupa który udzielił im ich zgodnie z rytem i godnie... mają je ponownie otrzymać. Jacy to byliby ci biskupi którzy udzielaliby święceń niezgodnie z rytem i niegodnie, dosyć już wskazują powyżej wspomniane dokumenty, które zawierają w sobie pełnomocnictwa w tej sprawie udzielone przez legata: ci mianowicie którzy otrzymali sakrę biskupią, tak samo jak i inne święcenia, które zostały im udzielone: bez zachowania formy zwyczajowo przyjętej w Kościele, albo nie została zachowana forma jak również i intencja Kościoła, jak o tym wspomniany legat napisał do biskupa Norwich. Ci więc nie w inny sposób przyjęli święcenia jak tylko według nowego rytu, także ich sprawie zgromadzeni na posiedzeniu kardynałowie poświęcili wiele uwagi. I nie należy również pominąć miejsca z tejże papieskiej encykliki wszystko podsumowującego, gdzie wraz z innymi piastującymi urzędy wymienieni są ci których święcenia jak i urzędy kościelne są przez nich de facto nieważnie zajmowane. Nieważne bowiem otrzymanie święceń jest tym samym co brak mocy prawnej [spełnianych przez posiadających je] aktów jak i brak ich skutków, a więc w oczywisty sposób są one pozbawione znaczenia, jak wskazuje to już sama ich nazwa („nullitas”) i potoczne określenie; szczególnie że to samo co odnosi się do święceń dotyczy również i urzędów kościelnych, co wynika z pewnych (ex certis) świętych kanonów, które uznawały za nieważne [urzędy i godności] nabyte w sposób wadliwy. Nie tylko stąd wnosić można wątpliwość co do ważności święceń biskupów, o których mówić można jako o wyświęconych według rytu i godnie, zgodnie z myślą wyrażoną przez Papieża, w tym dokumencie ale i w innym, który wydany został niedługo potem, dnia 30 października, w formie brewe: i także tam, Postanowiliśmy - powiada - dla spokoju sumienia, aby tego rodzaju wątpliwości rozwiązać, odnośnie tych którzy trwając w schizmie zostali wyświęceni, nasze rozumienie tej kwestii i zamiar w tymże naszym liście wyraziliśmy dlatego dla większej jasności w tej kwestii, zasięgnąwszy rady uznaliśmy za stosowne, orzec że nie można uznać za wyświęconych według rytu i godnie tych biskupów i arcybiskupów którzy nie zostali wyświęceni i konsekrowani według formy Kościoła (non in forma Ecclesiae). Która to deklaracja, nie inaczej jak właśnie do obecnie zaistniałej w Anglii sytuacji się odnosi, to jest do Ordinale eduardianum, należałoby zwrócić uwagę że nic bardziej pewnego w tej kwestii nie wydał Papież prócz tych ostatnich dokumentów, w których, zamierza i rozwiać wątpliwości i dać radę na uspokojenie sumień. Te poszczególne dokumenty i postanowienia Stolicy Apostolskiej nie inaczej też rozumiał legat, i tak też je w duchu posłuszeństwa wiary przyjął, to samo również uczyniła królowa Maria i ci którzy razem z nią podjęli trud aby religię i instytucje katolickie do poprzedniego stanu przywrócić.

Autorytety Juliusza III i Pawła IV, które przywołaliśmy jawnie ukazują początki norm postępowania (disciplina), które nieprzerwanie już od ponad trzech wieków, były zachowywane, tak iż święcenia w rycie edwardiańskim, były miane za niedopełnione i nieważne, o której to dyscyplinie szczególnie zaświadcza wielka liczba święceń, w tym także udzielonych w Rzymie, które były częstokroć w całości drugi raz powtarzane w rycie katolickim. W zachowaniu tejże dyscypliny zawiera się słuszne stanowisko. Jeżeliby ktoś w tej kwestii miał jeszcze wątpliwości niech zważy na sentencję zaczerpniętą z dekretaliów papieskich, która dobrze nadaje się do tej kwestii: Consuetudo optima legum interpres (zwyczaj jest najlepszą wykładnią prawa). Ponieważ w Kościele zawsze było ustalone i potwierdzone, że sakramentu święceń nie godzi się powtarzać, dlatego stało się to tylko z powodu ich nieważności gdyż z innego powodu żadnym prawem nie było możliwe aby taki zwyczaj Stolica Apostolska mogła w milczeniu tolerować. Jednakże w tym przypadku nie tylko tolerowała, ale także potwierdziła i sama uprawomocniła, każdorazowo kiedy w tej sprawie należało wydać sąd. Dwa tego rodzaju przytoczymy przypadki, z pośród licznych których dotyczy bulla Supremam: jeden w roku 1684, dotyczył niejakiego Galla Kalwinisty, drugi w roku 1704, Jana Klemensa Gordona; obaj zostali wyświęceni według rytuału edwardiańskiego. Od początku, po odpowiednim zbadaniu sprawy, konsultorzy w udzielonych przez siebie odpowiedziach wcale niemałej objętości, które zwą się vota, napisali, co można by podsumować w jednej sentencji, w sprawie nieważności święceń: tylko kiedy zachodzi słuszna podstawa, godzi się kardynałom udzielić odpowiedzi - “sprawa zostaje odroczona” (dilata). (W czasach soborów na przełomie XIV i XV w., w różnych sporach kościelnych posługiwano się formułą: "odracza się do rozstrzygnięcia przez sobór" co w praktyce oznaczało odroczenie sprawy ad calendas graecas i było częstokroć nadużywane w celu umorzenia sprawy – przyp. tłum.). Te z kolei protokoły zostały ponownie rozpatrzone a prócz nich zostały poddane pod dyskusję nowe odpowiedzi udzielone przez konsultorów, pytani byli najwybitniejsi doktorzy z Sorbony i Duacen, i nie można było już tutaj zarzucić że tej sprawy nie przebadano jak najbardziej dokładnie i przenikliwie. Także i wówczas należało stwierdzić, że chociaż sprawa dotyczyła samego tylko Gordona, niektórzy konsultorzy oprócz kwestii nieważności jego święceń podnosili również sprawę święceń Parkera, tak iż w konkluzji jest również podniesiona także i ta sprawa, w rezultacie dokument ten dotyczy kwestii nienaruszalności zasad wiary, i tutaj też nie został przytoczony inny powód [do stwierdzenia nieważności święceń] jak brak formy i intencji. Co do formy w której w pełni uzasadniony jest taki sąd, najlepiej nadaje się przykład święceń anglikańskich, ale także razem z nim wiele różnych innych form udzielania święceń, spotykanych pośród różnych wschodnich i zachodnich obrządków. Wtedy to Klemens XI, wobec kardynałów którzy w tej sprawie radzili, tego dnia w czwartek, 17 kwietnia 1704 r., rozstrzygnął: «Jan Klemens Gordon zupełnie w całości przyjmie wszystkie święcenia także sakrę biskupią i święcenia kapłańskie i tak samo jak nie był bierzmowany wpierw przyjmie sakrament bierzmowania». Orzeczenie to odpowiednio rozważane wskazuje iż nie zostało wydane z powodu braku odpowiedniego potwierdzenia w tradycji takich praktyk ale świadczy o ustanowieniu zwyczaju udzielania święceń pod warunkiem jeżeli poprzednie byłyby nieważne (sub conditione). Najwięcej z tego co tutaj zostało poddane pod rozwagę z wypowiedzi Papieża odnosi się w ogólności do wszystkich święceń anglikanów. Na mocy tej ustawy dotyczącej w szczególności, wszelako nie pojedynczej sprawy, a w rzeczy samej wadliwości formy, przez co wadliwość dotyczy na równi wszystkich tych święceń: dlatego ilekroć w podobnej sprawie miałoby się rozstrzygać, tylekroć tenże dekret Klemensa XI miałby być oznajmiany.

Co do tego że tak się rzeczy mają, nie widać aby ktokolwiek w naszych czasach wnosił kontrowersję, albowiem orzeczenie Stolicy Apostolskiej zostało sformułowane już o wiele wcześniej: w dokumentach jak należy sądzić, dość dobrze znanych, i chyba tylko przypadkiem jakiś pisarz katolicki w swojej dyspucie mógłby o ich istnieniu wątpić. Ponieważ jak na wstępie powiedzieliśmy, nic Nam tak bardzo nie przyświeca jak to abyśmy mogli służyć przebaczeniem i miłością ludziom prawego ducha, dlatego poleciliśmy aby Ordinale anglicanum, które jest korzeniem całej tej sprawy, ponownie z jeszcze większą pilnością poddać badaniu.

Istota ważności święceń kapłańskich zawiera się w materii, formie i intencji, których brak w święceniach wprowadzonych przez nowatorów

W rycie każdego sakramentu w sprawowaniu i udzielaniu zgodnie z prawem rozróżnia się pomiędzy częścią obrzędową (ceremonialem) a częścią istotną (essentialem), które przyjmuje się określać jako materię i formę. Wszystkim też jest wiadome, że sakramenty Nowego Przymierza, jako znaki widzialne i posiadające skutek niewidzialnej łaski mają więcej łaski i znaczenia niż sprawiają skutku, a ich skutek [jest praktycznie bardziej pożądany] niż ich znaczenie. (significare quam efficiunt et efficere quam significant). Które to znaczenie powinno istotnie mieścić się w całym obrządku, to jest powinno znajdować się w materii i w formie, szczególnie jednak powinno odnosić się do formy; gdyż materia jest korelatem przez siebie nieokreślanym, i dopiero przez coś innego jest określana. To więc w sakramencie kapłaństwa szczególnie się ujawnia, gdyż składająca się nań materia, na ile tutaj da się ona rozpatrywać, polega na nałożeniu rąk; co jednak nic określonego przez się nie oznacza, które również do innych święceń jak też do bierzmowania jest brane. Już słowa które aż do ostatnich czasów były stosowane u Anglikanów jako forma właściwa święceń kapłańskich, to jest Przyjmij Ducha Świętego (Accipe Spiritum Sanctum), bardzo niewiele znaczą w określeniu święceń prezbiteratu czy też jego łaski i władzy, która w szczególności jest władzą konsekrowania i składania w ofierze prawdziwego ciała i krwi Pańskiej (Sobór Trydencki, sesja XXIII, O sakramencie święceń, kan. 1), tej ofiary, która nie jest tylko samym wspomnieniem ofiary dokonanej na Krzyżu (Sobór Trydencki, sesja XXII, O Ofierze Mszy św., kan. 3.). Forma ta została potem powiększona przez następnie dodane słowa: dla wypełniania urzędu i czynności prezbitera (ad officium et opus presbyteri): co świadczy bardzo dobrze o tym, że sami Anglikanie dostrzegli że pierwsza formuła miała braki i była nieodpowiednia. Dodanie tego, jeżeli nawet mogłoby być uznane za prawomocne znaczenie dla zaistnienia formy, zostało wprowadzone w czasie późniejszym, już po upływie wieku od wprowadzenia Ordinale eduardianum, kiedy zniszczona hierarchia nie posiadała żadnej władzy udzielania święceń. Daremnie także i później dla ratowania tej sprawy zostały umieszczone w tymże Ordinale inne jeszcze modlitwy. Stąd, też, zresztą zaniechano w rycie anglikańskim posługiwania się tą niewystarczającą, jak to już zostało powiedziane formułą, jeden był przeważający argument, mianowicie na podstawie przez nich samych przeprowadzonych konsultacji stwierdzono, że zostało pominięte coś co szczególnie określa godność i obowiązki kapłana w rycie katolickim. Nie jest to więc forma odpowiednia i nie może być wystarczająca do urzeczywistnienia sakramentu, ponieważ to właśnie pomija milczeniem co powinno decydować o jego znaczeniu.

Nowatorski ryt święceń biskupich jest dowodem odrzucenia katolickiej nauki o kapłaństwie i urzędzie biskupa

Podobnie przedstawia się sprawa święceń biskupich. Do formuły: “Przyjmij Ducha Świętego”, dopiero nie mało później dodane zostały słowa: “dla wypełniania urzędu i czynności biskupa” (ad officium et opus episcopi), ale także i ta sprawa jak mówiliśmy, należy sądzić iż przedstawia się inaczej niż w rycie katolickim. Nic tutaj nie pomoże inwokacja we wprowadzającej modlitwie: “Omnipotens Deus”; skoro równocześnie odjęte są słowa określające [biskupów]: “summum sacerdotium”.. Zaiste nic, tutaj nie jest dookreślone, czy biskupstwo jest dopełnieniem kapłaństwa, czy ten urząd jest od kapłaństwa czymś odróżnionym, albo czy jest porównany, jak powiadają do awansu człowieka a nie kapłana, czy posiada skutek czy też nie? Natomiast bez wątpienia sam ten urząd, z ustanowienia Chrystusa, dotyczy święceń kapłańskich, i przewyższa pierwszeństwem prezbiterat, co wyrażone jest w sformułowaniu świętych Ojców zwyczajowo przyjętym w naszym rytuale, określanym terminem “summum sacerdotium, sacri ministerii summa” (pełnia kapłaństwa, pełnia udziału w świętej posłudze). Stąd, ponieważ sakrament święceń kapłańskich i prawdziwe kapłaństwo Chrystusa w rycie anglikańskim zostało wewnętrznie usunięte, także i w udzielaniu święceń biskupich w tym rycie w żaden sposób kapłaństwo nie jest udzielane, w żaden sposób też nie jest rzeczywiście i prawnie udzielane biskupstwo, a tym bardziej to co jest najważniejsze w urzędzie biskupim to jest, wyświęcanie szafarzy do sprawowania i ofiarowania najświętszej Eucharystii.

Zmiany wprowadzone przez nowatorów w katolickim rycie święceń spowodowały, że ryt edwardiański pozbawiony jest ważności

W celu pełnej i odpowiedniej oceny rytu święceń anglikańskich, prócz tego co już po części zostało przedstawione, nic rzeczywiście tak nie jest ważne jak to aby rzetelnie rozsądzić to co zostało publicznie zatwierdzone i ustanowione. Długo należałoby to w szczegółach referować, co nie jest tutaj konieczne, wystarczy wspomnieć przykład z tego wieku [kiedy wprowadzono ryt edwardiański], jakiego ducha byli ci autorzy Rytuału, którzy [jeszcze] w Kościele katolickim, uchodzili za zwolenników nieortodoksyjnej sekty, a którzy potem zrealizowali swoje zamiary. Nade wszystko wiedząc że przekraczają konieczność zachowania ścisłego związku między wiarą a kultem, między lex credendi et lex supplicandi, w szczególności na wiele sposobów zniekształciwszy obrzędy liturgiczne z zamiarem przywrócenia ich do pierwotnej formy, popadli w błędy nowatorów. Dlatego też, w całym Rytuale prawie wcale nie ma otwarcie wymienionej ofiary, konsekracji, kapłaństwa, władzy składania i ofiarowania ofiary, a wszystkie tego rodzaju ślady, które przeważają w modlitwach rytu katolickiego nie tylko zostały po prostu pominięte, ale wręcz zostały usunięte ze szczególnym zamysłem, na co zwrócimy dalej uwagę. Tak więc przez to ukazuje się od początku zawarty w Rytuale charakter i duch, jak zwykło się mówić. Tutaj od samego początku został wprowadzony fałsz, i chociaż jak najmniej miał on pomóc w udzielaniu święceń, to z biegiem czasu, w takiej samej postaci pozostał aby w przyszłości mieć duże znaczenie.

Brak skutków sakramentalnych czynności sprawowanych przez duchownych anglikańskich

Tak więc daremne były czynności tych którzy odtąd od czasów Karola I mniemali iż są dopuszczeni do czegoś w rodzaju składania ofiary i kapłaństwa, ponieważ do niczego takiego Rytuał nie upoważniał, daremne także były wysiłki tej nie małej przecież części anglikanów, którzy w minionych czasach porozumieli się w mniemaniu że mogliby ten Rytuał przywrócić do zdrowej i odpowiedniej postaci, a zrozumiawszy tę myśl tak też postąpili. Próżne, jak mówimy były i są tego rodzaju usiłowania: także i z tej przyczyny, że jeżeli pewne słowa, w Rytuale anglikańskim takim jaki jest teraz, wzajemnie się skonfrontuje, to zupełnie inny jest tam ich sens niż w rycie katolickim. Albowiem raz wprowadzony nowy ryt, jak widzimy, który prawie neguje czy też fałszuje sakrament święceń, i przez co jakby odrzucona jest konsekracja i składanie ofiary, już prawie wcale nie wymaga formuły Accipe Spiritum Sanctum, skoro Duch Święty, wstępuje w duszę w łasce sakramentalnej, i już także nie są potrzebne słowa: “ad officium et opus presbyteri” lub “episcopi”, i tym podobne, które pozostają tylko słowami bez istotnej rzeczy którą ustanowił Chrystus. Wartość tej argumentacji rozumieją doskonale liczni anglikanie, pilnie zastanawiający się nad Rytuałem, któremu zarzucają zafałszowanie, ci którzy na nowo usiłują tenże interpretować, daremnie żywią swoją nadzieję co do wartości i mocy w ten sposób otrzymanych święceń.. Ten następnie argument czy też jeden z nich także traci wartość, sądzą bowiem że wystarczy do prawomocnej formy święceń wezwanie modlitewne: Omnipotens Deus, bonorum omnium largitor, (Wszechmogący Boże, dawco wszelkich dóbr), które znajduje się na początku czynności obrzędowych, chociaż być może i byłoby wystarczające w jakimś rycie katolickim któryby Kościół zatwierdził.

Tak więc wewnętrzny brak formy połączony jest z brakiem intencji, która jest równie koniecznie wymagana aby był [udzielony] sakrament. O zamyśle czy intencji, która mianowicie jest czymś wewnętrznym, Kościół nie osądza, natomiast to co zewnętrznie się ujawnia, powinno się w tej rzeczy osądzić. Rzeczywiście jeśli ktoś sprawuje sakrament i wymaganą materię i formę poważnie i zgodnie z rytem zachowuje, o nim samym sądzi się, że bez wątpienia zamierza czynić to co czyni Kościół. Na której to zdrowej zasadzie opiera się nauka, która utrzymuje że jest prawdziwym sakrament [chrztu] czyli to, co posługą ludzką heretyków albo nie ochrzczonych, byleby tylko zgodnie z rytem katolickim było wykonane. Przeciwnie jeżeli ryt zostałby zmieniony taką decyzją, tak że wprowadzony byłby inny, w Kościele nie przyjęty, tak iżby to było przeciwne temu co czyni Kościół i temu co z ustanowienia Chrystusa dotyczy natury sakramentu, wówczas jest jawne, że nie tylko pozbawiony jest intencji wymaganej do sakramentu, ale intencję posiadałby sakramentowi wrogą i przeciwną.

Orzeczenie papieskie w sprawie nieważności święceń anglikańskich i zachęta do nawrócenia na wiarę katolicką

To wszystko długo i wiele rozważaliśmy u Nas wraz z Czcigodnymi Naszymi Braćmi, sędziami najwyższej instancji, któremu to gremium w naszej obecności szczególnie pomógł czwartek, dnia 16 lipca bieżącego roku, we wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel. I ci jednomyślnie, przedstawioną już wcześniej Stolicy Apostolskiej sprawę, która w pełni została rozpatrzona i osądzona, postanowili ujawnić, tak aby ponownie postanowienia i protokoły zostały udostępnione i aby cała sprawa w całym świetle, mądrze i sprawiedliwie mogła być dogłębnie rozwiązana. Wszelako najlepiej postąpilibyśmy odraczając wyrok, przez co i lepiej byłoby gdybyśmy go odpowiednio zawiesili aby nie angażować w tej sprawie naszego autorytetu, i raczej bardziej wzywali bożego oświecenia. Tedy po rozważeniu przez Nas, aby ten główny problem, chociaż wedle prawa już osądzony i przez niektórych zaliczony do kontrowersji, której powód właściwie już został odwołany, ze zbocza w przepaść jeszcze bardziej szkodliwego błędu nie runął - albowiem nie mało tych, którzy sądzą, że należy sakramentu kapłaństwa i jego owoców szukać tam gdzie jest ich najmniej - zdało się nam w Panu aby Nasze zdanie wypowiedzieć.

Dlatego w tej właśnie sprawie, wszystkich Papieży Poprzedników dekrety stosownie do tego stwierdzające, w pełni je potwierdzając a nawet niejako naszym autorytetem je ponawiając, z naszej inicjatywy, jako pewną opinię, ogłaszamy i deklarujemy: święcenia dokonane w rycie anglikańskim, były i są nieważne i w każdym wypadku są niebyłe.

To jeszcze pozostaje nam, skoro występujemy w imieniu Wielkiego Pasterza i ducha prawdy, gdyż tak ciężko na rzecz najpewniejszą wskazać, zaapelować do was, którzy święceń i hierarchii dóbr szczerze pragną i poszukują. Albowiem, ci którzy kierowali się gorliwością cnoty chrześcijańskiej, odczytując w duchu wiary Pismo święte, podwajając modlitewne prośby, jednak niepewni i niespokojni, z wahaniem głosu Chrystusa już od dawna usilnie słuchali. Słusznie zatem byli przekonani, że Ów który jest dobry zaprasza ich i pragnie. Aby powrócili do jedynej jego owczarni, dopiero wówczas prawdziwie i szczerze dostąpią dóbr i dostąpią zbawczej pomocy, której szafarzem On sam uczynił Kościół, jako wiekuistego rzecznika swojego odkupienia i namiestnika pośród narodów. Wówczas prawdziwie będziecie w radości czerpać wodę ze źródeł Zbawiciela, jego cudownych sakramentów, stąd wierne dusze żyjące w przyjaźni z Bogiem, po uzyskaniu odpuszczenia grzechów, zostaną dopuszczone do karmienia się niebieskim chlebem i korzystania z jego obrony, a pokrzepione w ten sposób tym bardziej dostąpią udziału w życiu wiecznym. Których to dóbr szczerze pragnącym, oby Bóg pokoju, Bóg wszelkiej pociechy sprawi, że staną się uczestnikami jego uczty i nasyci ich łaskawie. Naszą zatem zachętą i życzeniem pragniemy objąć tym więcej tych którzy pełnią w swoich wspólnotach posługę religijną. Osoby, które z powodu pełnienia tej swojej funkcji przewodzą innym swoją wiedzą i cieszą się szacunkiem, które w sercach kierują się troską o chwałę Bożą i zbawienie dusz, które pragnęłyby czynnie odpowiedzieć na Boże powołanie i być jemu posłusznym niech same dadzą jasny przykład innym. Każdego z radością przyjmie matka Kościół i wszystkim im udzieli wszelkich dóbr i opieki, a gdyby ktoś z pośród nich z powodu swojej szlachetnej decyzji napotkał jakieś trudności, wielkodusznie przygarnie do swojego łona. Tutaj też można z mocą zapewnić, że ich szacunek i honor będzie pośród braci na całym katolickim świecie, gdzie nadzieja i wiara jest żywiona wobec sędziego Chrystusa, a jego nagroda w królestwie niebieskim! My zaś, na ile to będzie w każdym przypadku stosowne, nie zaniechamy zachęcania do pojednania z Kościołem, stąd także pragnęlibyśmy, aby poszczególne osoby duchowne i zakony poszły tym samym śladem. Równocześnie ze względu na niezmierzone miłosierdzie naszego Boga, prosimy wszystkich i zaklinamy, aby starali się wiernie o otwarcie na działanie prawdy i łaski Bożej.

Niniejszy list i to wszystko, co jest w nim zawarte, niech nigdy w żadnym czasie nie zostanie fałszywie zrozumiane w wyniku podstępnego działania czy wykorzystania wbrew naszym intencjom albo jego zafałszowania czy to być może z powodu złej woli notariuszy albo użycia wobec nich przymusu, ale niech zawsze trwale sam będzie argumentem na swoją obronę wobec wszystkich jego sędziów każdego stopnia i godności, którzy niech przy tym wykażą swoją niezawisłość w sądzie, byłoby także bezcelowe i daremne, gdyby ktoś z czyjegoś polecenia lub pod jakimś pretekstem, świadomie czy też nieświadomie usiłował zataić istnienie tego dokumentu z powodu wyrażania przeciwnych do sformułowanych tam poglądów.

Pragniemy aby odpis tego listu, także w postaci drukowanej, jednak podpisany własnoręcznie przez naszego notariusza był opieczętowany przez męża piastującego z urzędu godność kościelną, tak aby wszystko to świadczyło o pełnej zgodności z naszą wolą.

Dan w Rzymie u Świętego Piotra roku Wcielenia Pańskiego 1896, w dniu idów wrześniowych [13 września], w dziesiątym roku Naszego pontyfikatu.

Leon XIII



Podstawa przekładu: SS. D. N. Leonis Papae XIII Allocutiones, Epistolae, Constitutiones, Aliaque Acta Praecipua, vol. VI (1894-1897), Brugia 1900, s. 198-210, opracował F. Rostafiński.